Bazylika Saint Denis: jak narodził się gotyk

Wizyta w typowym, jedenastowiecznym kościele rysuje przed nami mrok równie wielki jak ten, który ogarnia dziś przyszłość Legii Warszawa. Szczyt osiągnęła wówczas architektura romańska, która ze światłem i lekkością miała tyle wspólnego co Janusz Korwin-Mikke z partią Razem.

Tymczasem 200 lat później wznoszą się już nad francuskimi miastami potężne, gotyckie katedry z liczącymi dziesiątki metrów kwadratowych oknami wypełnionymi kolorowymi witrażami. Ich wieże aż do XX wieku miały zajmować czołówkę najwyższych budynków świata. Jak to się stało? Gdzie zaczął się ruch, który o 180 stopni zmienił modę?

Saint Denis pod Paryżem, dziś znane głównie z narodowego stadionu piłkarskiego i występowania w tym poprzemysłowym miasteczku wszystkich możliwych patologii i problemów społecznych kiedyś cieszyło się większym szacunkiem. Założony w VII wieku na grobie św. Dionizego (czyli Denisa) benedyktyński klasztor stał się nie tylko jednym z największych europejskich centrów pielgrzymkowych, ale również miejscem pogrzebów niemal wszystkich francuskich królów.

W tymże klasztorze opatem został w 1122 roku Suger

Człowiek ten dziś zapewne byłby jednym z lepszych menadżerów w którymś z biurowców biznesowej dzielnicy La Defense, wtedy jednak talenty organizacyjne można było ujawniać wyłącznie w służbie Bogu i królowi. Co też i zaczął robić, podejmując się rozbudowy pękającego pod naporem pielgrzymujących mas kościółka.

Sęk w tym, że opata nie interesowało zbudowanie kolejnej ciężkiej budy, w której chodziło się po omacku. Mnich chciał mieć w kościele światło i w tym kierunku przebudował prezbiterium, czyli tą część kościoła, w której znajdował się główny ołtarz. I która, w tamtych czasach, obowiązkowo musiała znajdować się do strony wschodniej co miało dla końcowego efektu kolosalne znaczenie – modlono się bowiem przede wszystkim o świcie.

Masywność romańskich kościołów wynikała nie tyle z dziwnego poczucia estetyki, lecz z przyczyn technologicznych

Stosowane wówczas prymitywne sklepienie, oddzielające dach od wnętrza świątyni sprawiało, że grube, pozbawione okien ściany musiały utrzymywać w powietrzu masy kamienia równie ciężkie jak dowcip Tomasza Hajty. Ciężar sklepienia był rozłożony nie tylko równomiernie na wszystkie jego fragmenty, ale też rozchodził się zarówno w dół, jak i na boki, w efekcie czego wyglądało to tak jak wyglądało i żaden z architektów nie zdawał sobie sprawy, że można zrobić to inaczej.

Tym bardziej dziwi, że nic z rozwiązań zastosowanych w St. Denis nie było nowym wynalazkiem

Wszystko o czym przeczytacie zaraz znali już wcześniejsi budowniczowie, geniusz Sugera i jego architektów polegał na tym, że jako pierwsi zrobili z tych pomysłów użytek większy niż małpa z przysłowiowego zegarka.

Po pierwsze, zastosowali znane wcześniej z katedry w angielskim Durham sklepienie żebrowe. Różnica polegała na tym, że ciężar spoczywał wyłącznie na charakterystycznych żebrach, biegnących po przekątnych sklepienia, za pośrednictwem których ciężar spadał wyłącznie na filary. W efekcie przestrzeń między żebrami można było wypełnić znacznie mniej masywnym materiałem.

Jednak fizyka jest nieubłagana – grube ściany miały nie tylko trzymać to co chciało lecieć w dół, lecz również na boki. Gdyby łuk oprzeć na samych filarach, rozjechałyby się one na boki, a sklepienie trzeba by było zbierać z podłogi. Co w średniowieczu nie było, nawiasem mówiąc, rzadkim przypadkiem.

Suger rozwiązał to inaczej. Spójrzmy na powyższy rysunek: kilka metrów od kościoła, vis a vis filarów (1), na których opierały się łuki  postawił drugi rząd filarów (czyli przypory, 3), o który, za pomocą specjalnych łuków przyporowych (2) opierały się te właściwe filary. A żeby łuk przyporowy nie prześlizgnął się po przyporze, od góry dociskano go kamienną wieżyczką, czyli pinaklem (4). Efekt? Aż do czasów betonu zbrojonego nie znano chyba na zachodzie bardziej minimalistycznego systemu unoszącego ciężar konstrukcji budynku.

Drugim wynalazkiem był łuk ostry (5). W przeciwieństwie do romańskiego łuku, który był po prostu półkolem, pozwalał on dowolnie manipulować kształtem i szerokością. Łuk romański miał zawsze wysokość dwa razy mniejszą niż szerokość, a ostry? Sky was the limit! Można było zestawiać łuki bardzo wysokie i wąskie, niskie i szerokie, co kto chciał.

Efekt tego zestawienia był piorunujący

Powstały wnętrza bardzo wysokie, o wyraźnie zaznaczonych pionach i przestrzeniach między filarami, które wypełniano witrażami. Witrażami, które były bardzo drogie i wymagały hojnych sponsorów. A sponsor, jak to sponsor: wybitnie bezinteresowny nie jest. Pojawiały się więc na nich, poza figurami świętych również sylwetki rzemieślników przy pracy czy bogaczy, tak żeby szary lud nie miał wątpliwości komu dobra wieczyste cenniejsze niż złoto i klejnoty.

Podobnie myślał też król, któremu z pewnością spodobało się umieszczenie obok drzwi (zachodnią, wejściową stronę również przebudowano) rzeźb przedstawiających królów Izraela. Niech wie gawiedź, że Jezus był synem z królewskiego rodu i domyśli się, co z tego powinno wynikać! Ludwik VII, formalnie król Francji władał de facto jedynie okolicami Paryża i pozostawał pod dużym wpływem znacznie starszego od siebie Sugera. Łatwo było przekonać młodego władcę, że potężne gotyckie katedry to idealny symbol królewskiej potęgi, który pomoże na nowo zjednoczyć kraj.

Tak też się stało i gotyk na setki lat opanował Europę. Najdłużej wytrzymał w Anglii, gdzie nigdy na dobre nie zawitał renesans. Najkrócej we Włoszech, gdzie zaczęła się też szybko wolta przeciwko, jak nazwał go wybitny XVI wieczny historyk sztuki Giorgio Vasari „barbarzyńskiemu stylowi Gotów” (naturalnie, z plemieniem Gotów nie miał gotyk nic wspólnego). To co w gotyku najbardziej zachwycało, wysokość i strzelistość było bowiem w oczach renesansowych architektów zbrodniczym odejściem od proporcji ustalonych jeszcze w starożytności.

Niestety, pogląd ten zarzucono w XIX wieku.

Dlaczego „niestety”? Bo zgodnie z zasadą wahadła, skoro uznano, że coś nie jest beznadziejne, to musi wspaniałe, w efekcie czego cała Europa zalana została falą neogotyckich kościółków, pałaców i… fabryk. Nie trzeba chyba dodawać, że to co było efektowne w średniowiecznej katedrze, w XIX wiecznej fabryce było już jedynie efekciarskie.

Spodobało się? Polub blog na Facebooku po więcej 😉

fot. Wikipedia

  • Janusz I

    Od Januszów się odpier…ol!

    • Dom

      Janusz, zjedz snickersa.