Czy Sokrates zdałby dzisiaj do następnej klasy?

Czyli moje wrażenia po lekturze pewnego podręcznika.

Podręcznika do szkoły średniej. To ważne, bo kilka razy zaglądałem na okładkę czy aby się nie pomyliłem. Zobaczyłem bowiem raczej liczący ponad tysiąc stron podręcznik akademicki (i to wyjątkowo słabo napisany) który ktoś potraktował nożyczkami, z tego co zostało wykreślił co drugie zdanie, dodał kilka zdjęć i podzielił na krótsze rozdziały. Sądząc na podstawie darmowych fragmentów w sieci, podręczniki do szkoły podstawowej wyglądają identycznie, tyle tylko, że jest jeszcze więcej zdjęć. No i ktoś jeszcze intensywniej pracował nożyczkami.

Krótko mówiąc, młody człowiek urodzony już w XXI wieku dostaje niczym starożytny grecki arystokrata, średniowieczny mnich czy syn wiktoriańskiego fabrykanta zestaw odziedziczonych po przodkach informacji i wartości, których ma się nauczyć. To czy wykuje to na blachę, czy cokolwiek zrozumie nie ma tu żadnego znaczenia. A czym się różni szkoła podstawowa od średniej i uniwersytetu? A no tym, że w szkole podstawowej o nieszczęsnym Mieszku I jest jeden suchy jak dowcip wujka Wieśka akapit, a na studiach cały, równie suchy rozdział. Różnica jest więc czysto ilościowa, jakościowo jej praktycznie nie ma.

Jak już wspomniałem identycznie wyglądała edukacja ponad 2500 lat temu w Atenach

Nim wprowadzono demokrację i dopuszczono do głosu wszystkich obywateli (oczywiście płci męskiej) władzę sprawowali arystokraci. Sprawowanie władzy wiązało się jednak ze społeczną presją, która wymagała od warstwy rządzącej pewnego stylu życia, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Młodzi chłopcy nabierali tej ogłady w wyniku przebywania ze starszymi, którzy z automatu niejako stawiani tu byli w charakterze autorytetu.

Jeżeli wyrzucimy wątki seksualne (młodzi byli kochankami starszych) to otrzymujemy model, który w pełni da się zastosować do współczesnej, polskiej szkoły

Jest pewien zestaw informacji, zachowań i wartości których uczeń ma się nauczyć. Nie musi ich rozumieć, nie musi się z nimi zgadzać, ma je znać. Przynajmniej do sprawdzianu. Kolejne stopnie edukacji różnią się jedynie szczegółowością tego samego materiału, nauczyciel zaś jest w szkole autorytetem, pewnego rodzaju mistrzem którego uczniowie mają szansę kiedyś zastąpić i… robić to samo co on.

Gdy jednak do głosu w Atenach dopuszczono wszystkich obywateli, stare arystokratyczne wzorce przestały być aktualne

Teraz każdy, kto miał gadane mógł wybić się na Zgromadzeniu i przejąć władzę. Potrzebne więc były praktyczne umiejętności, znajomość technik przemawiania i rządzenia państwem. Szybko więc pojawili się nauczyciele, którzy, oczywiście za pieniądze, „wiedzy” tej nauczali. Nazywano ich sofistami („posiadaczami mądrości”). To ważne, bo jak zaraz zobaczymy sofista, czyli „posiadacz wiedzy” różnił się mocno od „filozofa” czyli „miłośnika mądrości”.

Filozofem był wspomniany Sokrates, rzeczywiście „miłował on mądrość”, ale żeby to zrozumieć, trzeba wiedzieć co to właściwie znaczyło

„Sofia” oznaczała w czasach sofistów nie tyle mądrość co biegłość w pewnej dziedzinie, wyrobionej zarówno na skutek odpowiedniego szkolenia jak i łaski sił nadprzyrodzonych (na przykład poeci mieli działać pod wpływem Muz). Ale Sokrates nie czuł się biegły w żadnej sztuce. Nie uważał się za mądrego. Wprost przeciwnie – twierdził „wiem, że nic nie wiem” Jak więc mógł być miłośnikiem mądrości?

„Miłość” ma w starożytnej grece cztery określenia.

„Philia” oznacza „miłość” przyjacielską, okazywane komuś zainteresowanie, przejęcie jego sprawami, chęć zbliżenia się do kogoś. „Filo-zof” nie był więc „mądry” ale się do „mądrości” chciał zbliżyć. Dla Sokratesa nie byli mądrzy ludzie, którzy uważali, że coś wiedzą, albo, jak sofiści traktowali wiedzę przedmiotowo, jako materiał do uprawiania pewnego rzemiosła. Ciężko takich ludzi nazwać filozofami. Mądrzy byli bogowie ale… oni też nie byli filozofami, bo skoro coś się posiada, to po co się chcieć do tego zbliżyć?

Filozofia dla Sokratesa była niemożliwym do osiągnięcia procesem podążania za wiedzą, drogą, której osiągnąć się ostatecznie nie da. Filozof to ktoś zawieszony pomiędzy głupcem (który uważa, że wszystko wie i choć to nieprawda, wiedzy nie poszukuje) a bogami, którzy naprawdę wszystko wiedzieli, więc wiedzy szukać nie musieli. Jego „mądrość” polega na świadomości własnej niewiedzy i ciągłych, aktywnych próbach jej przezwyciężenia.

Ale czy takiej sokratejskiej mądrości nauczymy się w szkole?

Ruch sofistów powstał, bo stare metody edukacji nie wystarczały. Arystokraci ubolewali pod jak wielkim wrażeniem nowych nauk pozostaje młodzież, tak jak dziś ludzie zastanawiają się dlaczego byle foliarz ma na YouTube po 100 tysięcy subskrypcji, a zamiast do lekarza ludzie wolą iść do typa co raka każe leczyć sokiem z jagód (oczywiście tych, które on sprzedaje).

Trudno jednak, żeby było inaczej.

System edukacji skupiony na tym, by refleksyjnie przekazywać jedynie dorobek przeszłych pokoleń i „tradycyjnych” wartości jest może wydajny, ale tylko w społeczeństwach w których niewiele się dzieje. W sytuacjach dynamicznych zmian traci rację bytu i co gorsza autorytet – na rzecz źródeł nieformalnych. Nagle wiedzę o zdrowiu zamiast na biologii zaczynamy czerpać od znachorów, o polityce od „analityków” z filmiku na YouTube, a o seksie z Pornhuba.

Nie chodzi mi o to, żeby pisać podręczniki nowocześnie. Ze szkoły pamiętam, że tego typu bycie hehe fajnym dawało raczej rezultaty podobne jak na obrazku. Powinniśmy raczej przemyśleć całą koncepcję szkoły jako miejsca, gdzie przekazuje się informacje. Nie jest mi dziś potrzebne miejsce gdzie dowiem się kiedy była Bitwa pod Wiedniem. To znajdę w trzy sekundy w telefonie. Ale jest jak diabli potrzebne miejsce, gdzie mi powiedzą czemu właściwie miałoby mnie to interesować.

Wątpię, czy Sokrates zdałby do następnej klasy

Pewnie dostałby gola z filozofii. Nie miałby czasu na uczenie się „głównych założeń filozofii Hegla” czy „najważniejszych przedstawicieli oxfordzkiej szkoły filozofii analitycznej” – bo w tym czasie myślał. I to jest cenniejsza umiejętność niż wszystko to czego dowiemy się na współczesnych lekcjach.

Bibliografia:
P. Hadot – Czym jest filozofia starożytna?

Jeżeli Ci się podobało:

Jedna myśl na temat “Czy Sokrates zdałby dzisiaj do następnej klasy?”

  1. Przeciwstawia Pan sobie dwie rzeczy: wiedzę rozumianą jako przyswojenie informacji i zrozumienie. Czy nie uważa Pan, że pierwsze jest warunkiem koniecznym dla drugiego ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *