Dlaczego Luke Skywalker nie przeszedł na ciemną stronę mocy?

Tl;DR: Bo nie zachował się rozsądnie. Przynajmniej w myśl filozofii Sorena Kierkegaarda.

/Są spojlery pierwszych VI części #starwars/

Młody Skywalker nie miał dobrego wyboru w finale „Powrotu Jedi”. Z jednej strony zwycięstwo rebelii i obalenie Imperatora wymagało, by Luke zabił swojego ojca – Lorda Vadera. Jednak w ten sposób Luke sam przeszedłby na ciemną stronę mocy, w efekcie czego Imperator zyskałby w miejsce Vadera nowego ucznia i ostatecznie również by wygrał. Sytuacja więc pozornie beznadziejna. Ale nie pierwszy raz w historii, gdyż dawno, dawno temu, daleko od Gwiazdy Śmierci rozegrały się podobne wydarzenia.

Biblijna Księga Rodzaju opowiada nam historię Abrahama i jego syna Izaaka

Bóg obiecał Abrahamowi, który był już starcem, że pocznie syna, za pośrednictwem którego stanie się ojcem wielu narodów. Gdy jednak urodził się długo wyczekiwany Izaak, Bóg nakazał Abrahamowi, by ten go zabił i złożył w ofierze.

Abraham, niczym Luke w obliczu walki ze swoim ojcem nie miał dobrego wyjścia. Z jednej strony nie bardzo widziało mu się zabijać swojego syna, z drugiej zaś wiedział jakimi konsekwencjami grozi nieposłuszeństwo wobec Boga.

Jednak zarówno Luke, jak i Abraham rozwiązali swoje problemy w sposób, który wykraczał poza jakiekolwiek racjonalne przewidywania

Luke w ostatniej chwili powstrzymał się od zabicia Lorda Vadera. Dzięki temu stało się coś, czego nie wyobrażał sobie nikt, nawet Mistrz Yoda i Obi Wan-Kenobi – Vader wrócił na jasną stronę mocy i uratował swojego syna przed śmiercią z rąk Imperatora.

Podobnie Abraham, gdy przymierzał się do zabicia Izaaka usłyszał głos Boga, który powstrzymał go w ostatniej chwili i oświadczył, że była to tylko próba, na jaką wystawił Abrahama. Ostatecznie, w ofierze złożony został baran, który zaplątał się w pobliskie krzaki.

Zarówno młody Skywalker i Abraham wyszli zwycięsko ze swych prób, gdyż osiągnęli, najwyższe, religijne stadium życia.

Twórcą tego pojęcia jest duński filozof Soren Kierkegaard, tworzący w latach 40-tych XIX wieku. Podzielił on życie ludzkie na trzy stadia, lecz choć człowiek może (i powinien) osiągnąć stadium najwyższe, to może zostać na tym najniższym – stadium estetycznym.

W stadium estetycznym żył Han Solo, gdy w „Nowej Nadziei” poznajemy go w kantynie Mos Eisley

Han był przemytnikiem i interesowały go głównie pieniądze. Decyduje się przemycić Luka i Obi Wana za sporą opłata. Również księżniczkę Leię ratuje skuszony wizją wysokiej nagrody. Poproszony o pomoc w zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci początkowo odmawia, gdyż nic nie będzie z tego miał. Żyje w myśl idei „żyć i żreć” i po prostu realizuje swoje pragnienia. Nie ma przy tym znaczenia jakie są to pragnienia. Gdyby nad pieniądze bardziej pragnął poznawać nowe aranżacje dzieł Szekspira, to również, według Kierkegaarda byłby w tym stadium.

Jednak Han Solo ostatecznie pomógł swoim przyjaciołom

Han zawracając „Sokoła Millenium” w kierunku pola bitwy przeszedł ze stadium estetycznego w stadium etyczne. Jest to stadium w którym człowieka nie definiują już pragnienia, które chce zaspokajać, lecz zasady, które wyznaje. Można by powiedzieć, że ludzie w tym stadium mają swoje cele, mają swoje ambicje, mają swoje ideały i za to walczą i umierają. Z tym umieraniem to dosłownie, gdyż Kierkegaard stawia za wzór człowieka z tego stadium wielkiego filozofa Sokratesa, który skazany na śmierć, choć miał okazję uratować swe życie, nie skorzystał z niej w imię własnych zasad.

Jednak nasze zasady, mimo najszczerszych chęci nie zawsze się sprawdzają, czasami stoją bowiem we wzajemnej sprzeczności

Luke Skywalker i Abraham stoją w obliczu braku dobrego wyjścia. Jakby nie postąpili, złamią którąś ze swoich zasad: Luke musi walczyć z Vaderem, a jednocześnie nie może go pokonać. Abraham musi się słuchać Boga, jednak nie można przecież mordować własnych dzieci!

Istny paradoks znany z greckich tragedii albo… losów Anakina Skywalkera

Anakina do bycia Lordem Vaderem zaprowadziła właśnie rozpaczliwa próba pozostania w zgodzie ze sprzecznymi ze sobą zasadami. Z jednej strony wiedziony koszmarnymi snami bał się o życie swojej żony, Padme. Z drugiej – wiedział, że próba jej ratowania grozi przejściem na ciemną stronę mocy. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia i próba jej racjonalnego rozwiązania doprowadziła do tragedii – Padme zginęła przez niego, on zaś przeszedł na ciemną stronę mocy stając się sługą Imperatora Palpatine. I jedną z najsłynniejszych ikon popkultury – choć tyle dobrze!

Co więc mógł zrobić? Dlaczego Luke i Abraham uniknęli jego losu?

Jak uwolnić się z paradoksu w jaki zaprowadzają człowieka normy etyczne? Zdaniem Kierkegaarda trzeba przestać myśleć i zacząć wierzyć. Odrzucić racjonalne myślenie, uznać swoją kompletną bezsilność i marność i liczyć… no na nic już nie liczyć. Abraham podnosząc nóż naprawdę wierzył, że za chwilę zabije swojego syna. Również młody Skywalker torturowany przez Imperatora wzywał swojego ojca raczej z rozpaczy i wyglądał na zaskoczonego po tym, gdy Vader wrzucił Imperatora do szybu.

Kierkegaard uważał, że gdyby wiara wiązała się z jakąś nadzieją, pewnością, była racjonalną próbą rozwiązania problemów to nie byłaby wiarą – tylko wiedzą

Dla filozofa jedynym rozwiązaniem ludzkich problemów był „skok wiary”. Wróć, nadzieją na rozwiązanie, bo Bóg, oczekując ze strony człowieka wszystkiego nie daje nawet pewności, że wiara ma jakikolwiek sens.

Nie brzmi to wszystko optymistycznie i choć przykłady Luka czy Abrahama skończyły się dobrze, to wcale nie musiały. Boga mogłoby wcale nie być. Ciemna strona mocy mogłaby pozostać nieprzejednana. Izaak mógłby zginąć, tak jak i młody Skywalker. A wtedy przygód Rey i Finna w ogóle byśmy już nie zobaczyli…

Cóż, nie jest powiedziane, że filozofia musi dawać optymistyczne konkluzje. Kierkegaard nie dawał ich absolutnie i wniosek który wysunął jest taki, że człowiek to jednak jest kiepska istota, która nigdy nie uwolni się od braku pewności. I niech nawet nie próbuje, bo ciemna strona mocy czyha…

Bibliografia:
J. Eberl, The Ultimate Star Wars and Philosophy: You Must Unlearn What You Have Learned – jeżeli nie wiesz jeszcze czy filozofia może być interesująca, a jesteś fanem Gwiezdnych Wojen to zacznij od tej książki 🙂

Podobało się? Polub mój blog na Facebooku 🙂

4 myśli na temat “Dlaczego Luke Skywalker nie przeszedł na ciemną stronę mocy?”

  1. Zupełnie się nie zgadzam i to już z początkowym założeniem. Sprawa Jedi i zabijania nie jest kwestią czarno-białą. Jedi może zabijać, podczas bitw, pojedynków, etc. Działo się tak chociażby w I części gdy Obi-Wan zabił Maula (co w dalszych dziejach okazało się nieprawdą, ale to inna sprawa, liczy się akty, intencja). Podobnie w II części podczas walki na arenie, gdzie wielu Jedi uśmiercało wrogów (choćby śmierć Jango Fetta z rąk Windu). Jedi nie powinien jednak zabijać bezbronnych, czy niewinnych, a zdecydowanie nie powinien w takich sytuacjach podlegać silnym emocjom. Dlatego kategoryczne (a tak to odebrałem) stwierdzenie, że Jedi nie może zabijać jest moim zdaniem błędne. Dlatego jeśli Luke zabiłby Vadera podczas pojedynku (a taki się odbył), gdyby nie zrobił tego pod wpływem silnych emocji (a tak było, ponieważ kilkukrotnie mówił że nie chce z nim walczyć) oraz gdyby Vader nie był bezbronny (a powiedzmy sobie szczerze czy miecz świetlny to jedyna broń jednego z najsilniejszych Jedi?) – to moim zdaniem nie przeszedłby na ciemną stronę mocy.

    Przechodząc do kolejnego punktu czyli nawrócenia Vadera. Tutaj też nie byłym taki szybki z tym osądem przejścia na jasną stronę. Według mnie cała sytuacja została bardzo spłycona. Uratowanie syna przed śmiercią z ręki imperatora wcale nie musi oznaczać przejścia na jasną stronę (niestety według kanonu GW tak się stało, ale co ja zrobię). Anakin przeszedł na ciemną stronę ze względu na miłość do żony. Czy to oznacza, że po przejściu już jej nie kochał? Nie sądzę. Tak samo pod koniec walki z Lukiem, widząc swojego syna umierającego, odezwały się w nim cieplejsze uczucia, ale czy to od razu oznacza, że przeszedł na jasną stronę? To po prostu oznacza że zabijając imperatora (a jak wiemy Sithowie zabijają swoich mistrzów) zaczął darzyć syna jakimś uczuciem (żonę również przecież kochał), ale nigdy się nie dowiemy jak głębokim. Miłość bywa pokręcona i może być przyczyną wzlotów i upadków wielu ludzi, dlatego nie byłbym skłonny do takich prostych osądów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *