Gdyby w Polsce traktowano żydów tak jak w Iranie….

… to mieliby na mocy konstytucji swojego posła w parlamencie i kilkadziesiąt synagog w całym kraju.

Dziwne, prawda?

Wzajemna miłość Iranu i Izraela jest powszechnie znana. Deklaracje zniszczenia Izraela z jednej strony, oskarżenia o wspieranie przez Iran międzynarodowego terroryzmu z drugiej i lobbowanie na całym świecie przeciwko oponentom po obu – to wszystko sprawia, że związek tych dwóch państw jest równie czuły jak ten łączący Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem.

A mimo to w Iranie ciągle żyją żydzi. I mają wspomnianego posła w irańskim Parlamencie, choć stanowią tylko promilowy odsetek społeczeństwa – liczba ich waha się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy w tym 80-cio milionowym kraju. Wystarczy to jednak, by byli największym – po Izraelu, naturalnie – skupiskiem żydów na Bliskim Wschodzie. No i ciągle jest to kilka razy większy udział, niż mają żydzi choćby w Polsce.

Skąd się tam wzięli?

Przybliżając historię Narodu Wybranego, już w starożytności był on kilkukrotnie wyrzucany z Palestyny. Ostatecznie wygnali ich Rzymianie po serii przegranych, antyrzymskich powstań. Przez kilkanaście stuleci, aż do II połowy XIX wieku Żydów można było, ku uciesze antysemitów wszelkiej maści, spotkać wszędzie od Kamczatki po Argentynę, choć paradoksalnie najtrudniej było o to w Palestynie. Jednak cała północna Afryka, Syria, Liban, Iran – we wszystkich tych krajach istniały duże społeczności żydowskie, koegzystujące tam przez wieki z muzułmanami, chrześcijanami i przedstawicielami innych religii.

Gdy jednak w II połowie XIX wieku rozpoczęto wielką akcję osadnictwa na terenie dzisiejszego Izraela, wówczas będącego częścią Imperium Osmańskiego, Żydów, szczególnie w krajach arabskich zaczęło szybko ubywać. Byli kuszeni zarówno marchewką (hajs na osadnictwo od bogatych członków rozsianej po świecie diaspory) i kijem (sam proces nie cieszył się, delikatnie mówiąc, estymą w krajach tradycyjnie muzułmańskich i zdarzały się przypadki wyładowania złości na żydowskich sąsiadach). Zjawisko to nasiliło się, gdy w 1947 roku powstało państwo Izrael. W ciągu następnych kilkudziesięciu lat proces ten właściwie się domknął, tak, że gdy w latach 90-tych ubiegłego wieku Prezydent Syrii Hafez Al-Assad dał praktycznie wszystkim* syryjskim żydom bilet do Izraela w jedną stronę, na całym Bliskim Wschodzie licząca się społeczność żydowska pozostała już tylko w Izraelu. No i właśnie w Iranie: zobaczmy więc jak im się wiedzie.

Pokaż spojler

Wielkie wyjazdy żydów z Iranu miały miejsce szczególnie w dwóch momentach: po pierwsze, gdy powstał Izrael, a po drugie, gdy w 1979 roku szyiccy fundamentaliści obalili reżym świeckiego monarchy, szacha Rezy Pahlawiego. Żydzi masowo obawiali się o swoje prawa, w związku z czym 60 tysięcy z nich zdecydowało się na emigrację.

Obawy jednak nie były do końca uzasadnione.

Szyiccy fundamentaliści doskonale zdawali sobie sprawę, że ich ewentualny upadek z rowerka ucieszyłby prawie cały świat, w efekcie czego w Iranie zapanował iście schizofreniczny ustrój. Z jednej strony społeczeństwo udaje, że przestrzega radykalnych przepisów prawa szariatu – z drugiej zaś rząd udaje, że w to wierzy. Z jednej strony irański prezydent neguje Holocaust, z drugiej – publiczna telewizja wypuszcza w prime timie programy o tym, jak irańscy dyplomaci ratowali Żydów w czasie tegoż. Z jednej strony jakiekolwiek kontakty z Izraelem kończą się w Iranie co najmniej długoletnim więzieniem, z drugiej irańscy żydzi mogą sobie jechać do Palestyny (i wrócić!), zaś ich zamieszkali w Izraelu krewni mogą, za pośrednictwem konsulatu w Stambule, dostać się do Iranu…

Nas, Polaków (i inne osoby z zewnątrz), dotyczy to pod tym względem, że zarówno Izrael nie wpuszcza turystów z irańską pieczątką w paszporcie do siebie, jak i Iran nie wpuszcza tych którzy byli w Izraelu…. ale na lotnisku można dostać wizę na oddzielnym blankiecie, tak by nie „zabrudzić” sobie paszportu. Naturalnie, wszyscy udają, że nie wiedzą po co turyście taka „oddzielna” wiza….

Edit: W sprawie pieczątek w paszporcie mam stare info, szukajcie na bieżąco aktualnych informacji w pewnych źródłach.

Co więcej, mimo emigracji, dziś irańscy żydzi są znacznie bardziej aktywni.

Źródła zgodnie podają opinie świadków: w czasach szacha irańscy żydzi byli zlaicyzowani, mało kto chodził na nabożeństwa. Dziś prawie wszyscy przestrzegają zasad koszerności, zaś synagogi pękają od tłumów jak Lidl na promocji kurtek. Synagoga stała się dla żydów centrum życia społecznego, co było nie do pomyślenia przed rewolucją.

Prawo do wspomnianego posła przysługuje im od 1906 roku, a więc długo przed objęciem władzy przez ajatollaha Chomeiniego (przywódca islamskiej rewolucji) i jego ziomków. Podobnie zresztą jak przedstawicielom prastarego zaratustrianizmu i armeńskim oraz asyryjskim chrześcijanom.

Nie jest to jednak czysta formalność jaką znamy choćby z Korei Północnej, gdzie formalnie rzecz biorąc też istnieje kilka partii politycznych i urządzane są wybory.

Żydowski poseł do irańskiego parlamentu aktywnie podejmuje krytykę antysemickich wypowiedzi przedstawicieli władz, a jednocześnie nie podważa podstawowych priorytetów irańskiej polityki, jak choćby programu atomowego. Wszystko to jest wynikiem specyficznego układu ustalonego między żydowskimi działaczami a ajatollahem Chomeinim tuż po rewolucji. Jest on bardzo prosty: dopóki irańscy żydzi jawnie nie popierają Izraela, dopóty władze nic przeciwko nim nie mają. A nawet, jak Prezydent Iranu Mohammad Khatami 14 lat temu: mogą spotkać się z naczelnym rabinem i odwiedzić synagogę.

Codzienne życie żyda w Iranie jest opisywane z dwóch skrajnych stron i ciężko jest ustalić fakty.

Z jednej strony działają żydowskie organizacje, które wydają własną prasę. Żydom przysługują prawa, które (przynajmniej teorii) są niedostępne muzułmanom jak choćby prawo posiadania wina do celów religijnych. Bez wątpienia w samym tylko Teheranie istnieje kilkanaście synagog, w których regularnie odbywają się modlitwy. Działają żydowskie szkoły (koedukacyjne, wyjątek na tle tamtejszego szkolnictwa), sklepy z koszerną żywnością a nawet koszerne restauracje i szpital na 100 łóżek – jeden z czterech szpitali na świecie prowadzonych charytatywnie przez gminę żydowską. Jest też żydowska biblioteka licząca 20 tysięcy pozycji o bardzo ciekawym klimacie, gdyż czytelników bacznie obserwuje z wielkiego portretu na ścianie nie kto inny jak sam ajatollah Chomeini.

Z tym żydowskim szpitalem również wiąże się ciekawa historia. Gdy Prezydent Ahmadineżad zanegował w 2006 roku Holocaust, został on potępiony z mównicy Parlamentu przez ówczesnego posła żydowskiego. W odpowiedzi biuro Prezydenta przekazało dotację charytatywną na żydowski szpital, w którym jednak, żeby nie było tak prosto, większość personelu i pacjentów stanowią muzułmanie. Ot, dzień jak co dzień w bliskowschodniej rzeczywistości przejrzystej niczym obrazy Jacksona Pollocka.

Z drugiej strony, od czasów rewolucji zdarzyło się kilkanaście egzekucji żydów oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Izraela, sami zaś żydzi często skarżyli się choćby na ingerencję władz we wspomnianych szkołach i zmuszanie żydów do uczestniczenia w zajęciach w soboty, czyli w tradycyjnie wolny szabat, co nie miało miejsca za rządów szacha. Dodatkowo, władza ciągle promuje konwersję na islam – żyd, który takiej dokona z urzędu staje się uprzywilejowany w dziedziczeniu. Naturalnie, w drugą stronę jest zupełnie inaczej: jeżeli jakiś muzułmanin w Iranie traci głowę dla jakiejś innej religii to cóż… jako apostata z islamu – traci ją dosłownie.

Na koniec jedno wyjaśnienie

Nie chciałbym, żeby ktoś odebrał ten tekst jako apologetykę bądź co bądź autorytarnego kraju, gdzie nadal apostazja z islamu albo homoseksualizm karane są śmiercią. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że powszechne polskie mniemanie jest takie, że w każdym muzułmańskim kraju pali się kościoły a innowierców zrzuca z dachów. Jak jednak widać, nie każdy, nawet rządzony przez fundamentalistów kraj jest jak wahabicka Arabia Saudyjska, chrześcijanom lub żydom nie wolno się modlić nawet w prywatnych domach.

Powszechnie mówi się, że ludzki mózg jest najbardziej skomplikowaną strukturą we wszechświecie. Ja bym jednak powiedział, że sytuacja społeczna na Bliskim Wschodzie jest znacznie bardziej skomplikowana. I trzeba z dużym dystansem podchodzić do stawiania w tej kwestii jakichkolwiek ocen.

Foto: miasto Jazd, Iran. Po lewej: meczet, po prawej synagoga.

Podobał się tekst? Polub mój profil na Facebooku!