„Gdybym nie była sobą, to bym była inna”, czyli jak podchodzić do sztuki

Spójrzmy na fragment serialu „House of Cards”, w którym Frank Underwood składa przez telefon najserdeczniejsze życzenia swojej oponentce, Heather Dunbar:

Czy coś, poza mocną kwestią Underwooda, zwróciło Twoją uwagę w tej scenie (a właściwie, w jej fragmencie)?

Nie, nic tu nie ma ukrytego. Żadnego Murzyna w tle. Scena jak scena. Nie ma w niej nic, co czyniłoby ją jakąś wybitną w dziejach kina. Ale… pomyślmy: jak można by taką scenę nakręcić?

No jak to jak: normalnie, nie xD

Sęk w tym, że… nie do końca. Ze sztuką jest jak ze zdrowiem – na co dzień raczej mamy ciekawsze rzeczy do roboty niż rozmyślania nad stanem lewej stopy, ale niech no tylko nawinie się pod nią mały klocek Lego…

Dokładnie tak samo jest ze sztuką. Ale co ja będę gadał. Przyjrzyjmy się dla Franka Underwooda jeszcze raz!

Po pierwsze, zwróćmy uwagę na to co dzieje się w siódmej sekundzie: następuje cięcie i zmiana ujęcia. W tym czasie Underwood robi pauzę, zmienia położenie telefonu i dopiero wtedy pozdrawia Heather Dunbar. Po co to wszystko?

Taniej i szybciej byłoby to nakręcić w jednym ujęciu, bez latania z kamerą po planie. Także ruch telefonem pozornie jest zbędny. Frank powiedziałby swoje, rozłączył się i szlus. Nie?

O to właśnie chodzi, że nie!

Zarówno zmiana ujęcia jak i gest Underwooda pełni tu swoją bardzo ważną funkcję – buduje suspens, czyli zawieszenie akcji. W pierwszym zdaniu dowiadujemy się, że Frank ma coś do powiedzenia Heather. Domyślamy się, że nie chodzi tu o „kup jajka” albo „podobał mi się twój ostatni wywiad”. To będzie coś mocnego. Chcemy, niczym małe dziecko oczekujące na świąteczne prezenty dowiedzieć się „co on chce jej powiedzieć?”.

Supsens, czyli to właśnie zawieszenie opowieści, wzmaga tą cholerną ciekawość. Znacie to uczucie, gdy ktoś mówi Wam „później coś ci powiem”? Jest to niezmiernie wkurwiające, bo jesteśmy już ciekawi co ta osoba chce nam powiedzieć. To właśnie ten element powoduje, że oglądamy filmy czy czytamy książki do końca – chcemy wiedzieć, jak rozwiąże się akcja.

Wyobraźmy więc sobie, że te 10 sekund leci w jednym ujęciu, kamera nie zmienia swojego położenia, a Underwood nie bawi się telefonem. Nie byłoby to już takie mocne – po prostu, wydeklamowana do słuchawki kwestia.

Idźmy dalej: na początku w kadrze znajdują się dwie postacie: Underwood i jego lewa (od lewizny, w której mu pomaga) ręka – Dough Stamper. Stamper przekazuje słuchawkę szefowi, który przyjmuje ją, spogląda na pomocnika i zwraca się do swojej rozmówczyni.

W tym miejscu znów rodzi się pytanie: czemu cięcie i zmiana ujęcia nie nastąpiło w tym momencie? Po co w kadrze ten nieszczęsny Stamper? To Underwood rozmawia przez telefon, jego przydupas jest tu bierny.

Jest jednak zupełnie inaczej. Ujęcie obu postaci jest bardzo dobrym zabiegiem. Kto oglądał serial, ten wie, że fragment ten pochodzi ze sceny, w której Stamper dał ostateczny dowód swojej lojalności wobec Underwooda po pewnych wcześniejszych zawahaniach. Ujęcie ich obu podkreśla, że znowu są w jednej drużynie.

Pokaż spojler
Co wynika z tego przydługiego wstępu?

Nie było moim celem zanalizowanie dziesięciu sekund wyrwanych ze środka sceny. W gruncie rzeczy taka analiza nie ma żadnego sensu. Chciałem raczej zwrócić uwagę, że 10 sekund które widzimy na ekranie jest rezultatem olbrzymiej ilości decyzji, jakie muszą podjąć twórcy filmu: w którym momencie czasu akcji dać tą scenę? W jakim miejscu powinna się rozgrywać? Jak ustawić kamerę? Kamera powinna się poruszać czy nie? Jakie dać oświetlenie? Który motyw muzyczny dać w tle? Jak podzielić scenę na ujęcia?

Nie ma takiej sceny w filmie, której 50 reżyserów nie nakręciłoby na 50 różnych sposobówPaul Mazursky

Analizy dzieła sztuki (np. filmu) zwracają zazwyczaj uwagę na to jakich środków artysta użył: jaki jest montaż, jak są skomponowane kadry, jakie są ruchy kamerą, jaka jest scenografia itd. Problem polega na tym, że gdy czytamy taką analizę, wydaje nam się, że jest to coś oczywistego. Gdy oglądamy nasze nieszczęsne 10 sekund również wydaje nam się, że taka scena nie mogłaby być nakręcona inaczej.

I tym co ja postuluję jest zwracanie uwagi nie na to co jest, a na to, czego nie ma.

Dopiero uświadomienie sobie, na ile różnych sposobów można dany temat nakręcić, namalować czy wyrzeźbić pozwala nam świadomie zwrócić uwagę na sposób, który wybrał artysta i zrozumieć dlaczego go wybrał. Nawet, jeżeli sam artysta dokonał tego wyboru nieświadomie.

Pamiętacie legendę o Ikarze?

To ten gość, który udowodnił, że starożytni Grecy nie mieli pojęcia o tym, jakie temperatury panują wysoko nad ziemią. Według legendy, Ikar wzniósł się w niebo na skrzydłach zlepionych woskiem. Wzniósł się jednak zbyt wysoko, przez co zbliżył się do słońca, które rozpuściło wosk i wymusiło twarde lądowanie w morzu, niezakończone bynajmniej telemarkiem. Popatrzcie więc jak to namalował artysta:

Spadający gość to Ikar, ten na drugim planie – Dedal, jego ojciec, a facet w rydwanie to Helios, czyli grecki bóg słońca. Całość znów wydaje się oczywista. Ale spójrzmy jak temat upadku Ikara przedstawił 250 lat wcześniej Pieter Bruegel starszy:

Nie, to nie pomyłka. Ikara (a ściśle: jego nogę) widzimy w prawym dolnym rogu, „poniżej” statku. Ten sam temat, dwa różne obrazy.


Brzmi to zapewne jak stek banałów, ale te największe banały mają to do siebie, że zazwyczaj nie zdajemy sobie z nich sprawy – aż tak są oczywiste. Tysiące lat jabłka spadały z drzewa. I tysiące lat ludzi nie zastanawiało dlaczego. Aż w końcu takim jabłkiem dostał w głowę Isaac Newton…

Pokaż spojler

PS: Jeżeli chcesz poczytać trochę o tym jak się robi filmy i zacząć je świadomie oglądać, polecam Ci książkę „Film Art – Sztuka Filmowa. Wprowadzenie”. Podstawy o kompozycji kadru, pracy kamery, montażu itp. I kilka przykładowych, profesjonalnych analiz. Jeżeli chcesz kupić książkę i pomóc mi zarobić dzięki temu pieniądze, możesz to zrobić za pośrednictwem mojego linku sponsorowanego:

D. Bordwell, K. Thompson: Film Art. Sztuka Filmowa. Wprowadzenie

A tak poza tym to zapraszam na mój profil na Facebooku 🙂