George Berkeley

Byliście na Bermudach? Nie jest to najlepiej dostępne miejsce na Ziemi, nawet w dzisiejszych czasach. A tym bardziej 300 lat temu, gdy pewien ambitny anglikański duchowny chciał tam otwierać uniwersytet.

Oczywiście, misterny plan z uniwersytetem poszedł w pizdu, ale dość dobrze pokazuje, jak szerokie horyzonty miał jego autor, George Berkeley.

Jeszcze lepiej widać to w filozofii, którą uprawiał.

Wróćmy na nieszczęsne Bermudy. Wyobraźmy sobie, że dokładnie w tej chwili, w dzikich ostępach tropikalnych lasów z jakiejś palmy spadł na ziemię kokos. A że dzikie ostępy mają to do siebie, że ludzi w nich zbyt wielu nie ma (no, chyba, że akurat po okolicy krąży jakiś bosy Gringo z Polski), to nikt poza papugami upadającego kokosa nie widział. Czy w tej sytuacji możemy w ogóle powiedzieć, że jakiś fakt, w tym wypadku upadający kokos, ma w ogóle miejsce?

Berkeley powiedziałby, że nie ma żadnego kokosa…. ale nie do końca. Idźmy jednak po kolei.

Kilka dni temu pisałem o Marksie. Marks był materialistą, czyli wyznawał stanowisko, że istnieje tylko i wyłącznie materia, a nie ma żadnych dusz, bogów itd. Wielu filozofów uważało inaczej – że świat składa się z części materialnej i niematerialnej. Np ludzkie ciało (materialne) i ludzka dusza (niematerialna). To stanowisko nazywamy dualizmem.

Ale Berkelyowi było to za mało – on w ogóle nie uznawał żadnej materii.

Wróćmy do naszego spadającego kokosa, ale teraz dla odmiany przyjmijmy, że jego upadek zaobserwował znany miłośnik Yerba Mate i popularyzator oszczędnego korzystania z obuwia – Wojciech Cejrowski ps. „Kowboj Cza-cza”.

Co dokładnie zaobserwowałby Cejrowski? Widziałby na pewno włochatą, jajowatą, brązowa skorupę kokosa. Usłyszałby również, jak przedziera się przez liście i upada na ziemię. W końcu mógłby podejść, powąchać i stwierdzić, że nie jest to kokos pierwszej świeżości :/

Na ten właśnie proces poznawczy zwrócił uwagę Berkeley.

Zdaniem filozofa, nie istnieje coś takiego jak „materialny kokos”. Jedyne co tak naprawdę istnieje to wrażenia zmysłowe odbierane przez Cejrowskiego, takie jak kształt kokosa, jego barwa, zapach, wielkość, dźwięki jakie wydaje itp. Gdyby nie było w danym miejscu Cejrowskiego, ani w ogóle żadnego innego człowieka, nie byłoby wrażeń zmysłowych – nie byłoby więc kokosa.

Istnienie polega na byciu postrzeganym

…brzmi najsłynniejsze powiedzenie Berkeleya. Cały świat składa się jedynie z niematerialnych duchów i ich spostrzeżeń. Oczywiście, ludzie sprowadzają się jedynie do dusz, a ciała istnieją na takiej samej zasadzie jak istniał nieszczęsny kokos.

Wtf, co nie?

To co wyżej napisałem brzmi mocno absurdalnie i traktowane dosłownie prowadzi do solipsyzmu – czyli poglądu, że poza mną nie istnieje zupełnie nic, i w chwili mojej śmierci cały świat – włącznie z Wami – znika. Ba, znika on za każdym razem gdy uda mi się zasnąć albo jestem mocno pijany. Bynajmniej nie do takich wniosków doszedł Berkeley.

Jak napisałem na początku, Berkeley był anglikańskim duchownym i to duchownym bardzo ambitnym. Nieszczęsny uniwersytet na Bermudach był zresztą jednym z jego przedsięwzięć w działalności misyjnej. I właśnie propagowaniu działalności religijnej sprzyjała jego filozofia.

Popatrzmy jeszcze raz na sytuację z kokosem. Niezależnie, bowiem, czy widzi go jakikolwiek człowiek, to kokos istnieje, gdyż postrzega go jeszcze jedna osoba – Bóg. Bóg postrzega wszystko i wszędzie, więc jest gwarantem ciągłego istnienia rzeczywistego świata, takiego jaki jest zgodny z naszym zdrowym rozsądkiem.

To zresztą ciekawe, bo nazwiskiem Berkeleya nazwano miasto w Kalifornii, dziś znane zarówno jako siedziba Uniwersytetu, ale również jako twierdza lewicy, mekka hipisów, anarchistów i całej innej menażerii, której raczej nie po drodze z Kościołem. Jedno jest jednak pewne – mieszkańcom Berkeley nie są obce substancje, po których dochodzi się do równie piorunujących wniosków, jak te wysnute przez filozofa.

fot. https://www.flickr.com/photos/photographingtravis/