Czy homofobia to „strach przed homoseksualistami”?

Czyli błąd etymologiczny w pełnej krasie.

TL;DR: Uprzedzam, że ja się w politykę nie mieszam, więc odpowiedzi na tytułowe pytanie niech se każdy szuka sam. Jednak wcześniej warto wiedzieć jak tej odpowiedzi NIE szukać i o tym właśnie jest ten tekst.

Załączony obrazek widziałem przedwczoraj i nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie to, że zaprezentowany tam wywód jest przykładem wybitnie niebezpiecznego i popularnego błędu we wnioskowaniu.

Zmodyfikujmy nieco treść z obrazka, żeby pokazać o co chodzi:

„Nie można mówić o istnieniu „homofobii”, gdyż „fobia” oznacza strach, a nikt się homoseksualistów nie boi”

Ale zanim przejdziemy do meritum, zacznijmy od czegoś lżejszego, co każdy z nas naprawdę lubi – ten przezabawny, studencki humor xD

CI SZALENI STUDENCI NIC SIĘ NIE UCZĄ TYLKO PIJĄ PIWO XD

Cóż, tradycja żartów o pijaństwie studentów nie jest świeża, bo sięga średniowiecza. Wówczas to jakiś student sformułował we wszechobecnej łacinie pastę epoki przedinternetowej:

Qui bibit, dormit; qui dormit, non peccat; qui non peccat, sanctus est; ergo: qui bibit, sanctus est.

Co tłumaczy się:

„Kto pije, ten śpi; kto śpi, nie grzeszy; kto nie grzeszy, jest święty; zatem: kto pije, jest święty.”

Jest to słynny paradoks pijaka i już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest zbyt skomplikowany, a jego rozwiązanie rozbija się o zauważenie, że słowo „grzeszy” ma tu dwa znaczenia:

kto śpi, nie grzeszy – ktoś, kto śpi, nie popełnia w tym momencie grzechów, bo nie można grzeszyć podczas snu.
kto nie grzeszy, jest święty – kto prowadzi życie pozbawione grzechów, jest uznawany za świętego.

Zbyt banalne? Przypomnij sobie każdego mądralę, który próbował podważyć teorię ewolucji myląc znaczenia słowa teoria – potoczne (pewne przypuszczenia) i naukowe. To dokładnie ten sam schemat:

„Sama nazwa wskazuje, że teoria ewolucji to wyłącznie nieudowodnione przypuszczenia!”

Błąd ten nazywa się błędem ekwiwokacji i wynika z bardzo częstych wieloznaczności poszczególnych słów. Ot choćby słysząc „ten dziadek ma dwie laski” raczej nie spodziewamy się, że chodzi o takiego dziadka.

…a jednak „dziadek z dwiema laskami” może oznaczać tego jakże zasłużonego człowieka i nikt nie może mieć o to pretensji.

Na marginesie, ryzyko popełnienia błędu ekwiwokacji powoduje, że złotą regułą języka prawnego (a więc języka, w którym pisane są akty prawne, np. ustawy) jest, aby każdy termin miał jedno znaczenie najlepiej w całym systemie prawnym, a już kategorycznie, by jedno znaczenie stosować w jednym akcie prawnym. A w Polsce? A w Polsce jak w lesie, a jak ktoś nie wierzy niech poczyta ile znaczeń ma w polskim prawie choćby „przedsiębiorca”.

Błąd etymologiczny

Choć, jak pokazuje przykład z teorią ewolucji, błąd ekwiwokacji nie jest wyłącznie akademicką ciekawostką, to jednak znacznie groźniejszy i znaczniej popularniejszy jest błąd bardzo podobny w swej strukturze: błąd etymologiczny.

O ile bowiem w błędzie ekwiwokacji ktoś mylnie stosuje dwa obecne znaczenia tego samego słowa (np. laska – kij do podpierania i laska – dziewczyna), o tyle w błędzie etymologicznym obecne znaczenie jest mylone ze znaczeniem historycznym danego słowa, lub w ogóle (jak w przypadku „homofobii” właśnie) rdzeni, z których powstało. Tymczasem krótki przegląd przykładów pokazuje, jak bardzo można popełnić w ten sposób głupotę:

1) Niedawno zainstalowano mi w łazience kibel, jednak księdzem się nie czuję, a łacińskie słowo „installere” znaczyło właśnie „posadzenie w stallach”, czyli wprowadzenie na urząd kościelny (stalle to takie ławki dla księży spotykane niekiedy w starych kościołach).

2) A skoro przy księżach jesteśmy, to nawet najzagorzalsi katolicy nie widzą w nich raczej wielkich władców, a „ksiądz” oznaczał we wczesnej polszczyźnie osobę, którą dziś nazwalibyśmy raczej księciem. Jeżeli zaś któryś (współczesny) ksiądz ma syna, nie tytułuje go raczej, średniowiecznym zwyczajem, księżycem. Dzisiejsze znaczenie słowa „Księżyc” pochodzi z późniejszego porównania, Słońca do księdza (czyli władcy) a ziemskiego satelity do jego syna – księżyca.

3) Jeszcze „Słownik wyrazów obcych” Kopalińskiego w wydaniu z 1991 roku (!) podaje, że hospicjum to jedynie dawniejsza nazwa schroniska dla pielgrzymów i podróżnych, co zresztą znaczy również łaciński termin „hospitium”, od którego się oczywiście wywodzi.

4) Albo taki wojewoda. W czasie wojny prędzej schowa się w piwnicy, niż zgromadzi drużynę wojów i będzie im (prze)wodził. A nawet jakby mu taki pomysł do głowy wpadł, to założy wcześniej bieliznę, która, o dziwo, wcale nie musi być biała.

Wniosek jest prosty: z etymologii jakiegoś słowa nie można wyciągać jego obecnego znaczenia.

Jest to zachowanie równie głupie jak analiza historii ustroju jakiegoś kraju i wyciąganie na tej podstawie wniosków – skoro Polska miała kiedyś króla, to przecież teraz też musi być monarchią. Z ustrojami zresztą również związane jest bardzo często popełnianie błędu etymologicznego i, przykładowo, komentowanie jak powinna/nie powinna wyglądać demokracja na podstawie tego, jak wyglądała ona w starożytnej Grecji czy przed wojną.

Zabawmy się jednak w adwokata diabła

Są przecież słowa, których znaczenie w czasie praktycznie się nie zmieniło. Przykładowo: „telewizja”. Słowo to zasadniczo nie zmieniło swojego znaczenia, mimo iż zmieniły się same telewizory i sposób jej odbioru. Także jego etymologia z grubsza odpowiada współczesnemu znaczeniu, gdyż pochodzi ono od przedrostka „tele”, czyli greckiego „na odległość” i łacińskiego czasownika videre, czyli po polsku „widzieć”. „Widzieć na odległość”. Super, wszystko się zgadza.

Ale tylko na pierwszy rzut oka

Zacznijmy od tego, że poprawne wnioskowanie z prawdziwych przesłanek MUSI nam dać prawidłowy wniosek.

W drugą stronę to jednak nie działa: poprawny wniosek MOŻNA wyciągnąć kurwiąc niemiłosiernie logikę.

Sam więc fakt, że ktoś doszedł do poprawnego wniosku jeszcze nie oznacza, że przeprowadził poprawne wnioskowanie. A wyciąganie z etymologii słowa „telewizja” obecnego jej znaczenia dalej jest niepoprawne i zastosowane w innym wypadku może nas doprowadzić do głupot.

Dlaczego?

Otóż fakt, że telewizja znaczy obecnie „system przesyłania na odległość ruchomych obrazów i dźwięku” nie wynika stąd, że miała mniej-więcej takie same znaczenie od samego początku. Obecne znaczenie słowa „telewizja” wynika z tego… jakie jest jego obecne znaczenie, a nie z etymologii. Dokładnie tak samo jak fakt, że USA są obecnie republiką prezydencką wynika z tego, że są obecnie republiką prezydencką, a nie, że były nią od początku swego istnienia.

Krótko mówiąc – znaczenie jakiegoś słowa badać należy na podstawie teraźniejszości, nie zaś przeszłości, nawet jeżeli oba badania dadzą nam poprawny rezultat.

Muszę tu wyjaśnić jedną rzecz

Fakt, że nie można na podstawie dawnego znaczenia jakiegoś słowa ustalać znaczenia obecnego nie wynika, że takie historyczne badanie jest bezwartościowe. Niewątpliwie znaczenie całej masy słów jest niejasne i zbadanie ich pochodzenia może być pomocne, jak choćby pokazał przykład z telewizją. Jest to jednak pomoc na zasadzie „hmmm…. może coś w tym jest? Może warto iść w tym kierunku?” niż „TO JEST TO I DYSKUSJA ZAMKNIĘTA!”

Podobało się? Będę wdzięczny za lajka na moim profilu na Facebooku 😉