Le Corbusier i Unité d’Habitation, czyli ojciec i matka wszystkich bloków

Guwniaki krzyczące „mame, podaj picie”, filujące z okna sąsiadki-emerytki, subkultura blokersów i wiele, wiele innych ciekawych zjawisk nie powstałoby, gdyby nie istniały bloki mieszkalne. Serwerownia Wykopu mieści się co prawda w zadłużonej poznańskiej willi, ale znaczna część Wykopowiczów (w tym ja) w blokach ulokowała swoje piwnice, więc także dla nas jest to kwestia naprawdę istotna. I tak naprawdę nie byłoby jej, gdyby nie jeden człowiek.

Co prawda dzisiejszy wpis nie jest stricte filozoficzny, ale nie sposób jest nie poruszyć tematu faceta, który radykalnie zmienił to, jak ludzkość postrzega architekturę. Facet nazywał Charles-Édouard Jeanneret-Gris i przeszedł do historii jako Le Corbusier, jeden z najwybitniejszych (jak nie najwybitniejszy) architektów doby modernizmu.

Ale może po kolei.

W XIX wieku niepodzielnie panowało budownictwo historyczne. Krótko mówiąc, ówcześni architekci stawiając swoje budynki odtwarzali wcześniej istniejące style, czasami je ze sobą łącząc. Oczywiście takie myślenie miało pewne zalety, bo dzięki zachwyceniu się gotykiem dokończono największe katedry w Europie, które od średniowiecza były „w budowie”. Z drugiej jednak strony było to podejście wybitnie wtórne, zachowawcze i naprawdę nic nie wnoszące do rozwoju architektury.

Przede wszystkim jednak było totalnie nieżyciowe.

Wiek XIX i związana z nim rewolucja przemysłowa przysłała do miast miliony chłopów oderwanych od pługa. Świeżo upieczeni robotnicy byli lokowani w kamienicach budowanych w starym stylu – ciasnych, ciemnych, pozbawionych łazienek. Smród odkrytych po zimie psich gówien jest niczym w porównaniu z tym, jak śmierdziały ówczesne miasta. Z drugiej strony, te ciemne nory, w których ludzie nierzadko mieszkali w jednym łóżku na zmianę, posiadały misternie zdobione, bogate elewacje, którymi dzisiaj zachwycają się turyści.

Jednak tenże sam XIX wiek to nie tylko skandaliczne warunki bytu przeciętnego janusza, ale też potężny wzrost gospodarczy i nowe wynalazki. Dwa z tych wynalazków miały dla architektury znaczenie szczególne. Były to zbrojony beton i winda.

Po pierwsze, można było budować na wiele pięter w górę, co znacznie oszczędzało cenną miejską przestrzeń. Jednak znacznie ważniejsze było to, co Le Corbusier nazwał wolnym planem i wolną elewacją. Konstrukcja oparta na słupach ze zbrojonego betonu pozwalała na dowolny podział budynku. Wcześniej strop i dachy opierały się na ścianach a teraz? Teraz można było robić wszystko. Ktoś chce na piętrze kilkaset metrów gołej przestrzeni biurowej? Proszę bardzo! Ktoś chce podzieli piętro na małe kawalerki? A nie ma problemu! Ściany wewnętrzne mogły być, albo mogło ich nie być. Dokładnie to samo tyczy się elewacji, która mogła być odtąd robiona w całości ze szkła. Jedyna ograniczenie to kilkanaście zbrojonych słupów w środku, na których opiera się reszta budynku.

Ale zanim ta rewolucja przeniosła się na budownictwo mieszkaniowe, trochę czasu jeszcze minęło. Co prawda już przed II Wojną Światową powstawały modernistyczne kamienice, a w ZSRS nawet budynki „blokopodobne”, ale opisanie nowego wzoru w architekturze nastąpiło dopiero w 1947 roku w Marsylii.

Zrujnowana wojną Europa stanęła przed wielkim zadaniem: postawienia w szybkim czasie tysięcy tanich mieszkań. Była to woda na młyn Le Corbusiera, który od wielu już lat promował swoją wizję architektury, projektując głównie luksusowe wille. Tym razem jednak miał okazję zrobić coś naprawdę wielkiego.

Podobnie jak inni architekci modernizmu odszedł on od starych zasad. Zrezygnował z ozdób, wykorzystał nowoczesne technologie. Architektura zaczęła brać pod uwagę potrzeby zwykłego człowieka, miała dostarczyć tanich i przyjaznych do życia mieszkań.

Projektując Unité d’Habitation, czyli po naszemu „jednostkę mieszkaniową” Le Corbusier inspirował się transatlantykami. Zauważył, że te wielkie statki stanowią na czas wielotygodniowej podróży z Europy do USA samowystarczalne miasto, w którym podróżni mogą dostać wszystko czego potrzebują.

Tak samo Le Corbusier potraktował swój budynek. Było w nim kino, basen, sala gimnastyczna, sklepy, restauracje, żłobek a podobno nawet kaplica. Dodatkowo przewidziano hotel dla gości, bo nie miało być dla nich miejsca w mieszkaniach. Dach jest płaski i pełni rolę tarasu z widokiem na Morze Śródziemne.

Właśnie wygląd mieszkań był najbardziej kontrowersyjnym elementem budynku. Le Corbusier naprawdę chciał stworzyć idealne mieszkania, oparte na autorskim systemie wymiarów zwanych Modulorem, który wyprowadził z wymiarów ludzkiego ciała, zasady złotego podziału i ciągu Fibonacciego. Dało to absurdalne rezultaty, bo mieszkania potrafiły mieć przykładowo 4 metry szerokości i… dwadzieścia długości. Zdaniem architekta, który zaplanował wszystko w najmniejszych detalach, nie wyłączając wyposażenia kuchni i innych mebli, tak było najlepiej.

Bycie pionierem ma do siebie to, że trzeba uczyć się na własnych błędach. Le Corbusier popełnił ich sporo. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie on odkrył dla świata nowoczesne budownictwo wielorodzinne, z dobrze oświetlonymi mieszkaniami, osobnymi łazienkami i kuchniami w standardzie. Kible na korytarzu rodem z Kiepskich miały odtąd znikać.

Na marginesie, plotki głoszą, że dziś Unite d’Habitation jest zrujnowana i zamieszkana przez menelstwo. To oczywiście absurd, mieszkania w jednym z najsłynniejszych budynków Francji cieszą się olbrzymią popularnością, można jechać, wynająć i spędzić nockę czy dwie w tym utopijnym, lecz i ważnym budynku.