„Kto rano wstaje, ten ma przed sobą cały dzień udręki”

O ile pisząc dla Was teksty często mam problem ze znalezieniem dobrego obrazka, tak tutaj cierpię z powodu klęski obfitości. Artur Schopenhauer, pół-filozof, pół-mem, kochany przez internety, szczególnie w poniedziałkowe, zimowe i mroźne poranki. A już najbardziej pod koniec miesiąca.

Jednak wokół Schopenhauera narosło sporo mitów

Schopenhauer nie namawiał do samobójstwa, a największe co mu można zarzucić to hipokryzja, gdyż sam swe smutki topił w burdelach i knajpach, a innym doradzał poświęcenie się wobec innych. Zgodnie zresztą z maksymą jaką rzekomo wygłosił: „drogowskaz nie musi sam iść do miasta”.

Schopenhauer urodził się 230 lat temu w Gdańsku, a szczyt jego działalności przypada na pierwsze dekady XIX wieku.

Nie oznacza to, że wtedy został taki popularny. Wręcz przeciwnie, wykładał na tym samym Uniwersytecie, co inny wybitny filozof Georg Hegel i, próbując z nim rywalizować, wykładał o tej samej godzinie. Efekt? Nikt do naszego Arturka nie przychodził, a sam pogrążał się w niezbyt pozytywnym nastawieniu wobec świata, które dodatkowo potęgował konflikt z matką. Dopiero w latach 50-tych XIX wieku stał się sławny, kilka lat przed śmiercią.

Schopenhauer za punkt wyjścia obrał obie filozofię swego wielkiego poprzednika, Kanta

To co uważamy za rzeczywistość, to jedynie zjawisko (fenomen) na wejściu już przetworzone przez nasz umysł, prawdziwa istota rzeczywistości (noumen) jest przed naszymi zmysłami schowana i niepoznawalna. Widzę przed sobą klawiaturę, mam jej pewien obraz i mogę powiedzieć jak odbieram ją w dotyku, ale nie mam zielonego pojęcia czy taka jest i tak wygląda naprawdę. Tak przynajmniej twierdził Kant.

Schopenhauer przyjął ten podział, ale nie szukał prawdy o noumenach na zewnątrz, tylko wewnątrz

Zbadał życie psychiczne człowieka i uznał, że tym co naprawdę kryje się za naszymi przemyśleniami i uczuciami jest wola życia. Jest to bezwładny pęd który pcha nas do zaspokajania różnych pragnień. Niestety, jest to pęd beznadziejny, bo istotą woli jest to, że jest ona niezaspokojona i ciągle kreuje nowe pragnienia. Oczywiście, wszystkie nasze decyzje możemy zazwyczaj uzasadnić w sposób racjonalny, ale te racjonalne przemyślenia to jedynie zjawiska, za którymi kryje się irracjonalny i ślepy popęd. Co ważne, wola jest jedna dla całego świata i dla wszystkich ludzi, a my po prostu dostrzegamy jej pojedyncze, subiektywne przejawy. Z naszej perspektywy wola nas do czegoś pcha, ale tak naprawdę po prostu jest niezależna od nas, jesteśmy jedynie jej uosobieniem, które ma ambicje do czegoś więcej. My umrzemy – wola zostanie.

Łatwo teraz zrozumieć jego pesymizm

Jeżeli wszystko co robimy jest jedynie zjawiskiem ślepej siły stanowiącej istotę świata, która dąży do niemożliwego zaspokojenia, to nie jesteśmy w stanie uciec przed cierpieniem. Jeżeli nawet wyeliminujemy je w jednym aspekcie, to wylezie w innych, znacznie liczniejszych. Życie człowieka ze swej natury jest więc jednym wielkim cierpieniem i nie pomogą tu żadne bogactwa, tytuły naukowe czy inne tego typu dobra. To co pozornie nazywamy szczęściem jest jedynie chwilowym powstrzymaniem pragnienia, ale już niebawem przeistoczy się w znudzenie albo wygeneruje inne problemy, które sprawią nam jeszcze więcej bólu.

Co gorsza, świat jest nie tylko pełen cierpienia, ale i konfliktu

Wola urzeczywistniając się w każdym z nas sprawia, że dbamy wyłącznie o własny interes. Jesteśmy egoistami i pchani instynktami skaczemy innym do gardła. Egoizm i zło jest po prostu wpisane w ludzką naturę a wojen i zbrodni nie da się wyeliminować.

Na ten ból w miarę skuteczne są jedynie dwa środki.

Poddaństwo wobec woli jest źródłem wszelkiego zła, trzeba się więc wobec niej uwolnić. Zafascynowany filozofią indyjską Schopenhauer podziwiał tamtejszych mnichów, którzy potrafią oderwać się psychicznie od świata i osiągnąć stan nirwany. Tylko takie podejście może pozwolić lekko uśmierzyć ból. Jednak filozof uważał, że to zbyt mało – polecał więc szukać ulgi w pomocy bliźnim. Jego zdaniem, jak zaczniemy przejmować się cierpieniem innych, to zapomnimy o własnym.

Drugą receptą była sztuka

Zdaniem filozofa, kontemplując dzieło sztuki zatapiamy się w czymś oderwanym od popędów i innych przejawów działania woli. Kiedy interesujemy się czymś to z zasady mamy w tym jakiś mniej lub bardziej głęboko ukryty interes. Tymczasem w kontemplacji jesteśmy czymś zaciekawieni, jednak bezinteresownie. Kontemplacja jest poznaniem dla samego poznania więc jest czymś wyższym niż nasze „zwykłe” zainteresowanie światem. Ponadto o ile świat jest jednym wielkim pędem, w którym wszystko się zmienia, tak w dziele sztuki tego pędu nie ma – obcujemy tu z czymś co jest stałe i niezmienne.

Dlaczego nie ma na tej liście samobójstwa?

Choć z tego co napisałem wszystko pozornie przemawia za słusznością zapicia się na śmierć lub strzelenia sobie w łeb, to Schopenhauer samobójstwo potępia. Uważa, że do samobójstwa pcha nas paradoksalnie sama wola życia, na tej samej zasadzie jak pcha nas do usunięcia gwoździa pod tyłkiem. Trzeba pamiętać, że nasze życie jest tylko osobistym ujęciem istniejącej poza nami woli i nasze samobójstwo… nic nie zmieni. Warunkiem ucieczki od cierpienia jest osiągnięcie doskonałości etycznej, a ta wymaga zerwania z dyktatem woli. Jak bardzo by ta argumentacja była nieprzekonywująca – to jest to stanowisko Schopenhauera, który raczej by „eutanazolu” jako sposobu na smutki nie zapisał.

Bibliografia:
F. Copleston – Historia filozofii t.
W. Tatarkiewicz – Historia filozofii t. 2
B. Russell – Dzieje filozofii zachodu

Jeżeli Ci się podobało:

Jedna myśl na temat “„Kto rano wstaje, ten ma przed sobą cały dzień udręki””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *