Gdy rozum śpi, budzą się demony

Kilka dni temu zmarł 12 letni , chory na nowotwór chłopiec, którego rodzice, zamiast na chemioterapię (podobno w tym nowotworze skuteczność leczenia wynosi 90%) poszli do znachora. W 2017 roku,w środku Europy.

Ludzie z zasady wierzą w bzdury.

Nie myślą. Wszyscy, ja też. Tak jest zbudowany nasz mózg. Nasz system poznawczy nie jest przystosowany do analitycznego myślenia, które nie dopuszcza żadnych błędów. Filozofia ma 2700 lat. Nowoczesna nauka, licząc umownie od Galileusza, niecałe 500. Tymczasem mózg ewoluuje przez dziesiątki tysięcy lat, ciągle więc jesteśmy w lesie, a nasz rozum szuka najbliższego wodopoju i rozgląda się za wrogiem, przed którym trzeba spierdalać. Czyli generalnie: najlepiej jest przystosowany do trybu życia przeciętnego, współczesnego sebixa.

Gromadząc informacje, popełniamy błędy poznawcze, których nie da się uniknąć, można je jedynie w wyniku weryfikacji później poprawić. A nawet jeżeli zgromadzimy poprawne informacje to możemy popełnić błąd we wnioskowaniu, którego co prawda można uniknąć, ale bez jaj, czy czytelnicy altmedowych blogów znają logikę?

Nie znają. A wiecie czemu?

Kilka lat temu, jak zaczynał się boom na Wyklętych i husarię czytałem komentarze pod kolejnymi memami: „ach, gdyby takie rzeczy mówili w szkole na historii, a tak wszystkiego trzeba się dowiedzieć z internetu!”. To nieprawda. Od 1989 roku program nauczania historii oczywiście zawiera fakty o Żołnierzach Wyklętych, husarii i o wielu jeszcze innych ciekawych rzeczach, ale co z tego, skoro polska szkoła, polska nauka dociera jedynie do osób z góry nią zainteresowanych?

Nie wiem czy kojarzycie taki film „E=mc2”

Nie wiem, bo to straszny gniot, szczególnie na tle innych komedii Lubaszenki. Przedstawia historię nieokrzesanego gangstera, który początkowo Sokratesa kojarzy jedynie z dawną gwiazdą brazylijskiej piłki, by pod koniec obronić doktorat z filozofii.

Jednak takie historie się nie zdarzają. Jeżeli ktoś nawet z własnej inicjatywy sięgnie po jakąś prostą książkę o filozofii, jak choćby słynną jej historię pióra Frederica Coplestona to po kilku stronach da se z nią siana, bo polski wydawca był na tyle nadęty, że nie przetłumaczył jakże licznych cytatów w językach niemieckim, hiszpańskim, francuskim, włoskim przez co nierzadko ciężko jest zrozumieć kontekst całego akapitu. No naprawdę, bardzo zachęcające na początek.

Niektórym (zaznaczam: niektórym) przedstawicielom nauki, sztuki, generalnie – tym bardziej oświeconym wydaje się, że to ludzie powinni przyjść do nich i ich po łapkach całować, bo oni są wielkimi profesorami. Jakże inne mieli podejście myśliciele oświecenia i II połowy XIX w, którzy z własnej inicjatywy i wszelkimi środkami szli w lud i tępili w nim ciemnotę.

Bo taki „zwykły człowiek” to jest, powtarzając za Siarą, jak Penderecki, jego trzeba nadpłacić, przepłacić, przebić…

Mój najpopularniejszy dotąd tekst, opublikowany jako drugi, o paradoksie statku Tezeusza, nie byłby zapewne tak popularny gdyby nie zdjęcie jednej z najsłynniejszych (niestety – emerytowanych) aktorek filmów porno, które do niego dołączyłem. Najczęściej plusowany komentarz? „Przyszedłem bo zobaczyłem zdjęcie… ale przeczytałem i nawet całkiem ciekawe”.

Tak samo jest z medycyną, prawem, filozofią,  logiką…

Znachor Jerzy Zięba stał się internetowym celebrytą – ma 200 tysięcy lajków na fejsie. A ile nazwisk lekarzy kojarzycie? „Religa… Lew-Starowicz… eee…. zaraz oglądałem przecież „Bogowie”, ten jego asystent, jak on tam….”.

Tak to zapewne mniej więcej wygląda, przynajmniej u większości społeczeństwa. Nie dotyczy to tylko lekarzy, ale wszystkich, którzy zajmują się czymś co wymaga szeroko rozumianej wiedzy.

Żyjemy w kraju, od wczoraj piszę to z poczuciem pewnej ulgi, wolnym i to nadawca ma się dostosować do odbiorcy, a nie odwrotnie.

Od 4 miesięcy największym hitem polskiego YouTube jest niejaki Daniel Magical i jego menelska rodzinka. Alkoholizm, brud, smród, ubóstwo… a nie, wróć. Przez ten czas zainkasowali ponad 100 tysięcy złotych od widzów… W każdym jednak razie, mało ambitna rozrywka.

Jednak rozdzieranie szat i krzyczenie „och, ach, jakie te ludzie głupie są, chodź Marzenko, nie będziemy tu siedzieć, w teatrze grają nową aranżację „Króla Leara”” do niczego nie doprowadzi. Wręcz przeciwnie. Pamiętam ból dupska kilkanaście lat temu, jak na Polsacie debiutował „Świat według Kiepskich”, serial który osobiście bardzo lubię (starsze odcinki) jako niezobowiązującą rozrywkę. Tymczasem przedstawiciele „wysokiej kultury” wrzucili wszystkich fanów do jednego wora nieokrzesanych ogrów, których nie śmieszy nic innego jak bluzgi i śmiech Waldusia.

Ja jestem bardzo daleki od takiego stanowiska i uważam, że nawet wśród widzów Magicala znajdują się ludzie inteligentni.

Po prostu lubią taką formę, nie zważając na treści, które za nią stoją. Jako treść dostają meneli? OK, niech będą menele. A gdyby dostawali coś odrobinkę chociaż ambitniejszego? Spokojnie, nie mówię o sobie, Magical to nawet jak dla mnie za mocna przeginka xD

Dlatego nie uważam, żeby pisząc teksty popularyzatorskie, nawet nie popularnonaukowe, takie, które mają raczej ocieplić wizerunek jakiejś poważnej tematyki, niż ją szerzej prezentować, nie mogę sobie pozwolić na trochę luzu. Nie razi mnie więc wsadzanie do tekstów „kurew”, „xD”, cytatów Testovirona czy zdjęć aktorek porno. Ja nie ukrywam: jestem atencjuszem i chcę pisać coś co ludziom się spodoba i co ludzi zainteresuje, a nie kolejnego suchego bloga popularnonaukowego z liczbą czytelników: 13.

Oczywiście mógłbym próbować robić luźne treści w sposób politycznie poprawny, ale… zazwyczaj wygląda to tak:

Nie chcielibyśmy tego, nie?

Podobał Ci się ten tekst? Polub mój profil na Facebooku!

  • Pigoku Yakotaki

    Szacunek za takie podejście. Ponieważ miałem do czynienia z edukacją i dalej chętnie bym się tym zajmował niosąc kaganek oświaty na temat mojej dziedziny, miałem zawsze z kolegą, z którym razem działaliśmy tę świadomość, że trzeba się umieć pochylić nad potrzebami przeciętnego słuchacza/oglądacza, trochę strywializować niektóre rzeczy, i przede wszystkim spuścić z tonu, nie udawać naukowca (i tak nie jestem 🙂 przez duże N, a uprawiać naukę przez to małe „n”, takie dla mas.
    Myślałem nawet czy nie udało by się przekazywać treści z mojej dziedziny w sposób jaki to robisz 🙂