Zjawisko kibica sportowego jest fenomenalnym materiałem do analiz z punktu widzenia teorii społeczeństwa.

Bo na jakiej właściwie podstawie osoba X ma prawo cieszyć się lub denerwować działaniami osoby Y? Działaniami, które jej osobiście nie dotyczą. O ile zasadne wydaje się, że drażni mnie sąsiad palący śmieciami w piecu, to co ja mam do tego, że sąsiadowi źle poszło na zawodach w saneczkarstwie?

Musimy tu zacząć od samego początku nowożytnej filozofii, czyli słynnego „myślę, więc jestem”. Kartezjusz, jak wiadomo, streścił w tej maksymie teorię, wedle której istnienie jakiegoś czystego „ja”, które „myśli”, jest rzeczą absolutnie pewną. Wątek ten wraca od tej pory w filozofii regularnie. Na przykład już w XX wieku słynny liberalny filozof John Rawls twierdził, że sprawiedliwe zaprojektowanie społeczeństwa wymaga postawienia się za „zasłoną niewiedzy”. Chodzi o to, że reguły obowiązujące w społeczeństwie możemy właściwie ocenić tylko wtedy, kiedy pominiemy to, czy jesteśmy bogaci czy biedni, zdrowi czy chorzy, młodzi czy starzy itd. Słowem: gdy nasze czyste „ja” rozbierzemy ze wszystkich takich przymiotów.

Teoria takiego czystego podmiotu myślącego czy oceniającego ma niebagatelne znaczenie dla myślenia o społeczeństwie czy państwie w ogóle. Możemy tu rozróżnić dwa fundamentalne podejścia. Pierwsze, reprezentowane choćby przez Arystotelesa, głosi, że człowiek jest „zwierzęciem politycznym”. Dla Greka oznaczało to, że człowiek z natury musi żyć we wspólnocie (przymiotnik „polityczny” pochodzi od słowa „polis”, oznaczającego greckie państwo-miasto). Bez społeczeństwa człowiek więc ginie albo staje się jakąś dziką bestią. Drugie podejście jest z kolei skrajnie inne. Tacy myśliciele jak Thomas Hobbes, John Locke czy Rousseau uważali, że to jednostka była pierwotna, a państwa i społeczeństwa (a także rynek) powstały na skutek jej działań i pewnego rodzaju „umowy społecznej”.

Kto tu ma rację? Filozofowie tacy jak Michael Sandel (notabene wielki popularyzator filozofii) i jego koledzy z nurtu filozofii komunitarystycznej nie mają żadnych wątpliwości, że rację ma Arystoteles, zaś zarówno Kartezjusz, jak i Rawls są w ogromnym błędzie. A kibice mogą posłużyć tu za świetny dowód.

Dla Sandela człowiek nie jest jakimś dziwnym „cogito” Kartezjusza, ale zlepkiem relacji z innymi. Jestem sobą, bo urodziłem się w konkretnym miejscu i czasie, gdzie mogłem nauczyć się języka polskiego i zdobyć wiele typowych dla współczesnego Polaka umiejętności. Mówiąc o sobie, mówię o tym, co na co dzień robię, czym się zajmuję i czym się interesuję. Nie jestem kapłanem zaratustrianizmu, a moim hobby nie są polowania na kapibary, ale były w dziejach społeczności, w których takie zajęcia były popularne.

Inaczej mówiąc: nie jestem w stanie mówić o sobie z pominięciem innych. Ich działania są częścią mojej tożsamości (a moje działania częścią tożsamości innych). Weźmy takich sportowców. Muszą z czegoś żyć. Piłkarze dostają w swoich klubach ogromne wypłaty. Nie byłyby one jednak możliwe, gdyby nie przychody klubów, które z kolei wynikają z praw do transmisji, sponsorów, wpływów z biletów itd. Te są możliwe tylko dlatego, że ktoś tę piłkę śledzi i się nią interesuje. Zawodnicy ze sportów niszowych z kolei dostają często pieniądze publiczne, na przykład w formie stypendiów. Te są możliwe tylko dlatego, że ktoś płaci podatki. Jedni i drudzy nie mogą więc powiedzieć, że to „tylko i wyłącznie” ich sukces, bo jest on zależny od innych.

A w drugą stronę? W poprzednim tekście zajmowałem się posiadaniem dzieci i samorealizacją. Chyba już widać, że posiadanie dzieci może być jak najbardziej świetną formą samorealizacji. Jeżeli ja mam prawo, jako zwykły podatnik, utożsamiać się z sukcesem sportowca z drugiego końca Polski, to tym bardziej mają prawo robić to rodzice, którzy poświęcili karierze swoich dzieci gigantyczne ilości czasu i pieniędzy.

Ma to oczywiście swoją mroczną stronę. Co w sytuacji, kiedy to inni rzucają nam kłody pod nogi albo kiedy instytucje społeczne nie pozwalają rozwinąć naszych naturalnych talentów? To pytanie od stuleci zadają sobie różnej maści reformatorzy i rewolucjoniści. Ale u jego podwalin leży założenie, że koncepcja człowieka jako samotnej wyspy pochodzi raczej ze sfery bajek niż rzeczywistości.

Jeżeli wpis się podobał to tradycyjnie zachęcam do wsparcia:
https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy

Krótki komentarz o wolności słowa

Dzisiaj w ciągu ok 30 minut na Twitterze dowiedziałem się, że samoloty uderzające w WTC zostały wygenerowane komputerowo, po drugiej stronie księżyca istnieją starożytne miasta, a Charles Kirk żyje i zamach został sfingowany. Ewentualnie przeprowadzony przez Mossad.  O dziesiątkach komentarzy o tym, że dronów które wczoraj nas zaatakowały albo w ogóle nie istniały albo zostały wysłane przez Ukrainę nie wspomnę. Czytaj dalej „Krótki komentarz o wolności słowa”