Skąd się wzięło „Myślę, więc jestem”?

Choć dziś załączony obrazek zatacza dziesiąte koło wokół internetów, to blisko 400 lat temu pewien facet chętnie dopiąłby go do swoich książek. I to nie byle jaki facet, bo Kartezjusz, ojciec nowożytnej filozofii.

Kartezjusz żył w pierwszej połowie XVII wieku i miał problem, który prędzej czy później dotyka każdego Wykopka: fakty zaczęły przeczyć jego przekonaniom.

Kartezjusz jednak nie wdał się w bezsensowną guwnoburzę. Nowe odkrycia naukowe nie były dla niego okazją do opowiedzenia się po jednej ze stron. Bardziej interesowało go to, jak ustalić bezspornie która strona ma rację? I czy w ogóle ktoś może mieć rację, czyli czy istnieje coś naprawdę pewnego na świecie?.

W czasach Kartezjusza fakty ustalano jeszcze metodą scholastyczną. Była to w istocie metoda rozumowania Arystotelesa, zaadoptowana przez Kościół. Wbrew obiegowej opinii wcale nie były to jakieś gusła – chodziło w niej o logiczne wyprowadzanie wniosków z pewnych przesłanek. Prosty przykład? Proszę bardzo:

Przesłanka pierwsza: Każdy przegryw jest Wykopkiem.
Przesłanka druga: Każdy Wykopek jest człowiekiem.
Wniosek? Każdy przegryw jest człowiekiem.

Wnioskowanie jest poprawne, ale Kartezjusza nie interesowało wnioskowanie. Kartezjusza interesowało, skąd wzięły się przesłanki! Skąd wiadomo, że każdy przegryw jest Wykopkiem? Skąd wiadomo, że każdy Wykopek jest człowiekiem?

Filozof słusznie zauważył, że świat poznajemy za pomocą zmysłów, wzroku, słuchu itd.
Gdy ktoś ogląda film i widzi koguta, może powiedzieć

„oooooo kogut, kogut tutaj o…”,

gdy zaś po chwili na ekranie pojawia się Polak stwierdza:

Patrzcie Polak, ja pierdole prawdziwy Polak, kurwa! Ja pierdole, jaki Polak kurwa… co Polak to ja nawet nie…

Kartezjusz zauważa jednak, że nie zawsze nasze zmysły działają poprawnie. Przykładowo, znany filantrop, pan Jerzy Kiler mógł być pomylony ze zdumiewająco podobnym pułkownikiem Jose Arcadio Moralesem.

Kartezjusz stwierdził jednak, że są sytuacje, gdy zmysły bez dwóch zdań działają poprawnie. Ale czy aby na pewno? Każdemu z nas coś się kiedyś śniło. I w tym śnie krowa wyglądała jak krowa a rogal jak rogal. Skąd więc gwarancja, że to co widzimy, to rzeczywistość, a nie sen? Skąd wiemy, że naprawdę nie znajdujemy się w śpiączce?

Jednak nawet jeżeli założyć, że to wszystko nam się śni, to ten sen ma pewne prawidła. Kamień opuszczony na nogę boli jak skurwysyn, za wrzucanie kosmonauty lecą bany na Wypoku a 2 i 2 jest 4.

Lecz co jeżeli padliśmy ofiary złośliwego diabła, który niczym dobry troll wmówił nam głupoty? Może zasady rządzące światem to też tylko złudzenia? Może Michau tak naprawdę wymaga od nas, abyśmy zaczęli spamować Mirko serwerownią?

Kartezjusz był już naprawdę wkurwiony. Nie dosyć, że zamiast pić piwo i bawić się z panienkami marnował czas, to jeszcze tak naprawdę zwątpił we wszystko, w co do tej pory wierzył.

Kartezjusz nagle zbladł. Szepnął cicho „o kurwa…” i poszedł do knajpy na kielicha. Wiedział już, co napisze po powrocie.

Tak naprawdę doszedł bowiem do jednego stuprocentowego wniosku: wiedział, że we wszystko wątpi. A wątpienie, to bez dwóch zdań przejaw myślenia.

Wiedział więc, że myśli.

Myślenie jednak jest czynnością i nie może istnieć samo przez się. Potrzebny jest ktoś lub coś, kto będzie tą czynność wykonywał.

Kartezjusz wziął pióro. Napisał wielkim literami:

Myślę, więc jestem.

Ciekawostka