Dlaczego „Dawid” Michała Anioła ma małego?

Czyli krótko o tym, co nam powie kontekst dzieła sztuki.

„Patrz Janusz jaki mały, zrób mi z nim fotkę hihihi!”

Gdyby zliczyć wszystkie takie komentarze padające pod najsłynniejszym eksponatem florenckiej Galleria dell’Accademia wyszłoby tego więcej niż atencyjnych żebraków przed jej wejściem.

Nie ulega jednak wątpliwości, że penis, który jako jedyny wyprzedza w rankingu sławy przyrodzenie Łysego z Brazzersów rzeczywiście jest mały. Rzuca się to w oczy tym bardziej w kontekście rozmiarów florenckiego giganta liczącego 5 metrów i 17 centymetrów. Czyli zdecydowanie więcej niż przypisuje Biblia Goliatowi, którego Dawid uwieczniony w marmurze miał za chwilę pokonać.

Bez wątpienia te rozmiary (całej rzeźby, a nie penisa) są zresztą jedną z głównych przyczyn jej olbrzymiej popularności. W przeciwieństwie bowiem do zniszczonej „Mona Lisy” szybko dochodzimy do wniosku, że posąg nawet na nieokrzesanym oku robi, nomen omen, kolosalne wrażenie.

Gdyby jednak sprowadzić sztukę wyłącznie do dzieł wywołujących w dzisiejszych czasach efekt wow, to generalnie moglibyśmy połowę… wróć, 90% muzeów wywalić na śmietnik. Doprawdy bowiem ciężko jest się w czasach epickich kinowych produkcji realizowanych przy użyciu technik komputerowych tudzież filmów porno w Virtual Reality podniecać jakąś tam, na przykład, średniowieczną miniaturą, która wygląda, jakby była namalowany przez gimnazjalistę na poprawę oceny z plastyki. Poprawę z dwójki na trójkę, ma się rozumieć.

Ze sztuką jest trochę jak ze sportem. Mógłbym na przykład iść dziś na mecz baseballa, ale po co, skoro nie znam reguł tej gry i na dobrą sprawę nie wiedziałbym za bardzo dlaczego wszyscy drą w danym momencie mordę? Żeby czerpać z tej rozrywki przyjemność w pełnym wymiarze powinienem poznać przynajmniej jej zasady, A najlepiej też strategie gry i nauczyć się rysować takie śmieszne szlaczki jak Jacek Gmoch.

Przyjrzyjmy się więc dla „Dawida”. Co można o tej rzeźbie powiedzieć, poza tym, że jest w chuj wielka i ma małego penisa?

Pierwszy krok nie wymaga od nas szerszej wiedzy – musimy po prostu dokładnie przeanalizować formę danego dzieła sztuki. Równie dobrze moglibyśmy „Dawida” odkryć miesiąc temu w środku Afryki. Dla tej części analizy niewielkie znaczenie ma to, gdzie rzeźba powstała i w jakich warunkach.

Pomimo więc swoich olbrzymich rozmiarów „Dawid” wcale nie wygląda na ciężkiego kloca. Zastosowanie tzw. kontrapostu, czyli przeniesienia ciężaru wyłącznie na jedną (prawą) nogę, lekkie wychylenie postaci w barkach w prawo, oraz, dla kontry, w lewo w biodrach wprowadza sporo dynamizmu do tej rzeźby. Nawet takie detale jak wygięta w nadgarstku prawa ręka czy lekko zmierzwione brwi sprawiają, że rzeźbiarz genialnie ujął Dawida w bardzo specyficznym momencie: gdy zauważył swojego przeciwnika i napina się do ataku. Gdyby Dawid był piłkarzem, można by powiedzieć, że wygląda jak napastnik strzelający karnego pół sekundy przed sędziowskim gwizdkiem.

Takie ujęcie postaci w „pół-napięciu” jest cholernie trudne i wymaga olbrzymiej znajomości fizjologii. W tym też kontekście niektórzy badacze tłumaczą rozmiary penisa Dawida. Ot, po prostu, skurczył się w wyniku stresu.

Gdy jednak bliżej przyjrzymy się tej, na pierwszy rzut oka idealnej sylwetce, zaczynają pojawiać się poważne rysy. Na przykład prawa dłoń – łatwo zauważyć, że jest po prostu za duża. Podobnie jak głowa. Przypadek? Błąd?

Cóż, Michał Anioł pracował nad rzeźbą przez 3 lata, poczynając od 1501 roku. Miał 26 lat i generalnie był jeszcze gówniarzem – mógł popełniać błędy.

Jednak jego pracy przyglądali się giganci ówczesnej sztuki. Takie nazwiska jak choćby Leonardo da Vinci czy Sandro Botticelli. I oni nie zauważyliby za dużej dłoni? No bez jaj.

To jednak nie wszystkie tajemnice Dawida, których sama analiza jego formy nam nie wyjaśni. Pomyślmy na przykład o samym Dawidzie jako postaci historycznej. Kiedyś opublikowałem wpis, w którym pokazałem jak wiele decyzji podczas pracy podejmuje artysta, zarówno świadomie, jak i nieświadomie.

A epizodów z życia Dawida naprawdę można wybierać. Był rudym pastuchem, najmłodszym synem w rodzinie. W dawnych czasach oznaczało to… co tu w ogóle tłumaczyć, gość był rudy xD Jednak Bóg Izraela uznał, że trzeba trochę potrolować i w owym rudzielcu widział swego ulubieńca. Na początku Dawid trafił na dwór króla Saula, gdzie grał na harfie (miał wszak być autorem większości Psalmów). Później jako jedyny był w stanie stawić czoła gigantycznemu wojownikowi wrogiego ludu Filistynów – Goliatowi. W końcu wreszcie został królem Izraela zamiast obalonego Saula, w której to roli najczęściej portretowano go w czasach średniowiecza.

Dlaczego więc młody Michał Anioł wybrał taki, a nie inny wizerunek?

Portretowano Dawida jako sędziwego władcę z długą brodą. Donatello, również florencki rzeźbiarz, przedstawił go jako pogromcę Goliat – z głową pokonanego pod nogami. Można było widzieć w Dawidzie pieśniarza, można było zobaczyć osobę o trudnym charakterze, skonfliktowaną z własnym synem i współpracownikami (jak uczynił to w tajemniczym obrazie Rembrandt), ale Michał Anioł zobaczył tam młodego, zuchwałego chłopaka, gotowego podjąć się z góry przegranej walki z gigantem. Którą jednak wygrywa, mimo iż sami Izraelici w niego nie wierzą.

Żeby zrozumieć ten wybór trzeba się cofnąć o parę lat wcześniej

Jest rok 1494. Włochy podzielone są na kilka państewek, rządzonych przez potężne rody kupieckie. Jednym z nich jest Florencja, od blisko stu lat absolutna stolica kultury, rządzona przez potężnych bonzów z rodziny Medyceuszy. Jednak obecny władca, Piotr II, syn wielkiego Wawrzyńca Wspaniałego nie cieszy się wielką estymą. Florenckie elity pozostają pod wpływem fanatycznego dominikanina, Savonaroli, głoszącego ascezę, prostotę ducha i generalnie wszystkie te hasła, który słyszymy zwyczajowo przy okazji dyskusji na temat bogactw gromadzonych przy księży.

Tenże mnich, korzystając z okazji, że akurat do Włoch wybrał się na wycieczkę król Francji Karol VIII, sprawił, że rodzinka Medyceuszy musiała zdecydować się na nagłą relokację, a we Florencji przywrócono Republikę.

W tym samym czasie w nieodległym wszak Rzymie panował nie kto inny jak Rodrigo Borgia vel Wikariusz Chrystusa, Ojciec Święty Aleksander VI. Tak, TEN Rodrigo Borgia znany choćby z serialu HBO (nie oglądałem), filmu Konklawe (oglądałem, polecam) i książki Mario Puzo, w której autor wyraźnie dostrzegał w Ojcu Świętym pierwowzór Ojca Chrzestnego rodziny Corleone.

Nie mniejsze znaczenie miał syn papieża (tak, syn papieża, wtedy było to całkiem normalne) Cezar Borgia. Bohater słynnego traktatu Nicolo Machiavellego „Książę”, kilkaset lat później sławiony przez Friedricha Nietzschego jako ideał Nadczłowieka wraz ze swym ojcem sprawiał, że na przełomie wieków familia Borgiów była jednym z najbardziej wpływowych rodów Europy.

W 1500 roku do Borgiów właśnie przytuliła się głowa rodziny Medyceuszy – kardynał Giovanni de Medici (późniejszy papież Leon X), co bynajmniej nie oznaczało, że upadłej rodzinie nie śnił się powrót do zbuntowanej ojczyzny.

W tymże samym czasie władze florenckiej katedry powróciły do starego pomysłu, by ozdobić przypory słynnej kopuły rzeźbami przedstawiającymi 12 postaci ze Starego Testamentu. Zlecenie na jedną z nich dostał młody Michał Anioł, który już pokazał swój talent w Rzymie, rzeźbiąc słynną Pietę.

Szybko jednak dostrzeżono, że to nie jest taka zwykła rzeźba

Michał Anioł dostrzegł w żydowskim pastuchu greckiego herosa. Dawid nie jest tu nawet obrzezany, a jego ciało wyidealizowane według greckich wzorców. Tu też należy szukać uzasadnienia dla rozmiarów jego penisa: według antycznych kanonów piękna… małe było piękne.

Jeżeli spojrzymy na rzeźbę tak, jak pierwotnie zakładano (grafika powyżej), to Dawid przyjmuje zdecydowanie bardziej konfrontacyjne i dynamiczne oblicze, któremu Michała anioł podporządkował skalę, celowo powiększając prawą dłoń i głowę. Ówcześni Florentczycy dostrzegli w nim znacznie szersze znaczenie: oto bowiem młody chłopak, artysta, podejmuje się zuchwale walki ze słynnym wojownikiem, której nie chciał podjąć się nikt inny. Dawid była dla nich wielki nie jako zwycięzca starcia z Goliatem (jak w rzeźbie Donatella, gdzie stoi nad jego odciętą głową), nie jako władca Izraela, lecz jako człowiek odważny i zuchwały, łamiący status quo.

Czyli mający takie cechy, jakie chcieli widzieć w sobie Florentczycy.

Posąg ostatecznie skończył nie na dachu katedry, a przed siedzibą republikańskiej Rady Miejskiej, wzrok zaś skierował… na Rzym, gdzie czaił się symboliczny Goliat w postaci groźnego Medyceusza. Stał tak aż do 1873 roku, gdy przeniesiono go w obecne miejsce. Co też było swoją drogą ciekawą sprawą, bo zaledwie kilka lat wcześniej Włochy zostały zjednoczone i Florencja musiała podlegać pod państwo ze stolicą w Rzymie…

Podobał Ci się wpis? Chcesz więcej? Polub mój profil na Facebooku!