Czy można polegać na autorytetach?

Miałem w piątek dosyć krótką, gdyż sam ją uciąłem, rozmowę na temat pewnej teorii spiskowej która uświadomiła mi, że mamy bardzo trudny problem z dobieraniem sobie autorytetów.

Ok 1830 roku znany filozof Artur Schopenhauer napisał cykl notatek, które po jego śmierci wydano jako jedną z do dziś najczęściej kupowanych książek w zakresie Public Relations. „Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów” zawiera kilkadziesiąt argumentów które nie są co prawda poprawne, ale pozwalają „zaorać” dyskutanta. Jednym z nich jest odwołanie się w swym wywodzie do autorytetu jakiejś osoby.

Problem polega na tym, że sama książka Schopenhauera jest napisana w raczej publicystycznym, niezbyt ścisłym stylu, a i jej wiek robi swoje. Filozof pisze więc, że jeżeli chcemy wygrać jakąś dyskusję, wystarczy, że zaatakujemy naszego oponenta przytoczeniem jakiegoś autorytetu lub odwołamy się do zdania większości. Sęk jednak w tym, że w obu przypadkach wcale nie musimy dojść do błędnych wniosków, a czasami wręcz powołanie się na autorytet jest najlepszym, co możemy zrobić.

Przechodząc do rzeczy, argument z autorytetu może być błędny w co najmniej kilku sytuacjach:

  1. Ktoś powołuje się na kogoś, kto autorytetem w jakiejś dziedzinie (już) nie jest.
  2. Ktoś powołuje się na jakiś autorytet, ale nie rozumie, że „pewność” danej informacji jest kwestią stopniowalną i poprzedza ją wiele stopni „prawdopodobieństwa”.
  3. Ktoś powołuje się na jakiś autorytet, ale opacznie interpretuje jego słowa.
  4. Ktoś celowo powołuje się na jakiś autorytet, żeby głosić tezę przeciwną, bo autorytet jest z definicji zepsuty (przekupiony, oderwany od rzeczywistości itp.).

Po pierwsze, argument z autorytetu jest niepoprawny, gdy powołujemy się na kogoś, kto autorytetem w danej dziedzinie nie jest.

Gdy mówię, że BMW robi mniej awaryjne auta niż Mercedes, bo tak mówi Kamil Stoch, to argumentuję źle. Jeżeli zaś powiem, że skoczek w pozycji najazdowej powinien zająć taką a taką pozycję, bo tak mówi Kamil Stoch to jest to całkiem niezły argument. Sam nie znam się na technice skoków narciarskich, natomiast Stoch od 20 lat zajmuje się tylko tym, więc powołując się na niego powołuje się niejako na wiedzę i umiejętności które w tym czasie zdobył. Na tym właśnie polega właściwe podpieranie się autorytetem.

Problem ten jest bardzo widoczny, gdyż wielu szarlatanów podpiera się głosami osób, które i może jakąś wiedzę posiadają, ale na zupełnie inny temat

Przykładowo, jest w Polsce profesor, który głosi teorie spiskowe na temat historii Polski o tzw. Wielkiej Lechii. Nie chodzi o gdański klub piłkarski, tylko potężne państwo, jakie rzekomo mieli Polacy stworzyć w starożytności, a „ktoś” celowo ukrywa „prawdę” na jego temat, głosząc, że Polska pojawiła się dopiero w połowie średniowiecza. W czym problem? A no w tym, że facet jest profesorem w naukach górniczych (czy coś takiego) i w zakresie historii ma taki autorytet jak dowolny maturzysta.

Poza tym, nawet gdyby był historykiem, to są niestety sytuacje, gdy wszyscy okazujemy się ludźmi.

Zdarza się, że osoby które w młodości osiągały wielkie sukcesy naukowe na starość (albo nawet wcześniej) cierpią na różne choroby. Dlatego zawsze jak czytam, że „noblista w zakresie fizyki” (nie dopisano – lat 9x) obala teorię względności, to dziwię się ludziom, którzy tak nisko się cenią, że takimi żałosnymi clickbaitami zarabiają na chleb. (Na marginesie: kto jeszcze wierzy w „zwierzenia na łożu śmierci” niech przejdzie się na dzień wolontariatu do hospicjum i zobaczy w jakim stanie są ludzie, niezależnie czy to hydraulik, profesor czy oficer KGB w stanie agonalnym. Życie to nie film, a człowiek w tym momencie jest mniej wiarygodny niż czterolatek).

To prowadzi nas z kolei do kolejnego problemu – zero-jedynkowego spojrzenia na wiarygodność informacji

Powiedziałbym, że to jest problem największy, bo regularnie spotykam się ze stanowiskami:

1) Osoba/stacja/gazeta X mówi, że Y, więc na pewno Y!
2) Osoba/stacja/gazeta X mówi, że Y więc na pewno nie Y!
3) Osoba/stacja/gazeta X mówi, że Y więc na pewno Y ale w połowie!

Wbrew pozorom niekoniecznie musi być tak, że ci z punktu 3) są mniej radykalni niż pozostali… ale zostawmy to, przynajmniej na razie. W każdym razie, nawet jak prawda jest jedna, to wiarygodność informacji na jej temat bywa już różna. I niestety nie ma jednego wzoru na jej ocenę.

Radykałowie lubują się w podawaniu dowodów anegdotycznych. A to jakiś profesor zwariował, a to ośmiolatek zawstydził matematyków z jakiejś politechniki. Sęk w tym, że to są anegdotki, które pokazują nam jedynie, że teoretycznie nie ma pewnego albo kompletnie niepewnego źródła wiedzy. Czy to oznacza, że powinniśmy popaść w poznawczy nihilizm?

Nic z tych rzeczy.

To, że czegoś nie wiemy na pewno, nie oznacza, że nie możemy między pewnymi hipotezami poszukiwać tych, które są bardziej prawdopodobne od innych. Brzytwa Ockhama, o której pisałem całkiem niedawno mówi nam, że powinniśmy skracać bardziej skomplikowane wzorce na rzecz tych prostszych. Co prawda nie ma gwarancji, że ten a ten obwieszony nagrodami profesor nie zwariował/został przekupiony/na starość postanowił sobie potrolować/po prostu się pomylił, to ciągle jest on, przy braku innych, mocnych źródeł lepszym źródłem niż pan Janusz, autor bloga najprawdziwszaprawda.takbylo.wordpresss.buziaczek.com.pl. Niestety, nie ma możliwości napisania zerojedynkowego poradnika których ludzi należy słuchać, a których nie, zresztą dosyć szybko byłby on nieaktualny. Jeżeli mogę się jednak pokusić o zbudowanie takiej „złotej zasady prawdopodobieństwa” to brzmi ona:

Tzw „mainstream” PRAWDOPODOBNIE ma rację

Nasze błędy poznawcze lubią wpadki. Widzimy jeden samolot który się rozbija raz na kilka lat, a nie widzimy tysięcy które codziennie latają po świecie. Widzimy pomyłkę w prestiżowym czasopiśmie naukowym, a nie widzimy tysięcy artykułów które są podstawą naszej cywilizacji. Kompromitacje gigantów idą do podręczników historii, gdy skompromituje się „niezależny” dziennikarz, nikt tego nie zauważy. Małym wolno dużo więcej!

Niedawno była afera z baśniopisarzem w redakcji dużej gazety „Der Spiegel” – czy jak pisze wyssane z palca bzdury bloger, to ktokolwiek by to zauważył, o śledzeniu procesu oczyszczenia mówiąc? Nauka, główne media itp. generalnie prezentują BARDZIEJ PRAWDOPODOBNĄ wizję świata niż wszelkiej maści buntownicy. Nie mówię, że prawdziwą, dopuszczam, że bzdurę podaje profesor czy kilkusetosobowa redakcja, ale nie wyciągam w związku z tym wniosku, że trzeba ufać serwisowi krzak.pl. Obalenie jakiejś wersji nie jest koronnym dowodem na prawdziwości innej.

Szczególnie, jeżeli te dowody interpretujemy dosyć swobodnie, nie?

Kiedyś opublikowałem tu tekst o tzw galopie Gisha czyli technice zasypania przeciwnika masą „dowodów”, które są albo fałszywe, albo źle zinterpretowane. Niestety, nawet przyzwoite źródła są jedynie narzędziem w ręku osób, które je używają. Tym co dysponują ludzie doświadczeni w danej branży jest umiejętność ich właściwej interpretacji. Jest cała masa błędów które laik może popełnić grzebiąc w profesjonalnych danych. Przykładowo: jeżeli mamy treść jakiejś ustawy to jeszcze nie oznacza, że poznaliśmy normę prawną. Jest cały szereg zasada wykładni, które dla prawników są znane, a zwykłego człowieka brak ich znajomości może wprawić we wrażenie, że ustawa jest sprzeczna sama ze sobą.

I w końcu ta niewiedza może doprowadzić do katastrofy

Tą katastrofą określam moment, gdy ufamy wyłącznie w chłopski rozum. W przytoczonej na wstępie rozmowie uciąłem temat dwa razy: zanim zrobiłem to ostatecznie, powiedziałem, że z braku wiedzy odwołuję się w tym temacie do zdania naukowców. Co usłyszałem? Że trzeba zdać się na własny rozum, bo naukowcy albo przekupieni, albo oderwani od rzeczywistości. To niestety duży problem, a człowiek z którym rozmawiałem jest raczej nie do „odratowania”. „Odwołanie do chłopskiego rozumu” to pewnego rodzaju odmiana słynnego błędu naturalistycznego.

Ale o tym to następnym razem.

Jeżeli Ci się podobało:

Komentarze

Jedna myśl w temacie “Czy można polegać na autorytetach?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *