„Źle się dzieje w państwie rzymskim”

…czyli Plotyn – czołowy filozof doby największego kryzysu Imperium Romanum.

To parafraza z Szekspira, ale nie trzeba być wielkim dramaturgiem, czy też filozofem, by zauważyć, że w III wieku zdanie to było prawdziwe jak nigdy wcześniej. Z każdej strony na teren Imperium obce wojska wchodziły jak do siebie, a rzymskie wojsko uznało tymczasem, że najlepszym co może w takiej chwili zrobić to handlować urzędem cesarza. Gdy już się któryś znudził (czyli zazwyczaj szybko) był mordowany, najczęściej wraz z następcą, a w to miejsce wstawiano innego chętnego z grubym portfelem, wierzącego, że on skończy inaczej niż poprzednicy. Tam zaś gdzie nie dotarły zewnętrzne najazdy szalała zaraza znacznie gorsza od najstraszniejszych wojsk: poborcy podatkowi. Generalnie, cytując mniej szanowanego niż Szekspir klasyka:

Chuj, dupa i kamieni kupa.

W takich sytuacjach, gdy rzeczywistość na trzeźwo jest nie do przyjęcia ludzie mają tendencję do uciekania: w alkohol, narkotyki, kompulsywne przeglądanie stron ze śmiesznymi obrazkami czy też, jak nasz dzisiejszy bohater Plotyn: tworzenia systemów filozoficznych, które prawdziwych wartości szukają w innym niż materialny świecie.

Plotyn – nie mylić z Platonem.

A o pomyłkę łatwo, nie tylko ze względu na imię, lecz również na poglądy, które są rozwinięciem myśli platońskiej. O ile jednak taki np. Arystoteles ściągnął Platona bardziej na ziemię, to Plotyn wprost przeciwnie – według relacji żałował wręcz, że ma ciało i najchętniej uciekłby w świat pełnej ekstazy i oderwania od fizycznej rzeczywistość, co miało mu się zresztą kilka razy w ciągu życia udać. Cóż, ja znam takich, co odrywają się od rzeczywistości w każdy weekend.

Do czego miała go doprowadzić ta ekstaza?

A no do Jednego. Jednego, przez duże jot. Roztrząśnijmy sobie takie przykład: przede mną leży kartka papieru. Jedna kartka papieru. Jeżeli przerwę ją na pół, to będę miał dwie, co nie? Owszem, ale każda z tych dwóch nowych kartek znowu będzie jedną, konkretną kartką papieru.

Wszystko co istnieje, istnieje właśnie dlatego, że ma tą niezbywalną cechę: cechę jedności. Jeżeli coś się rozbije na kawałki, to kawałków będzie wiele, ale każdy pojedynczy kawałek będzie nową jednością. Jedność jest po prostu niezbywalna. Plotyn uznał więc, że na samym szczycie hierarchii stoi Jedno. I moja kartka papieru może istnieć tylko i wyłącznie dzięki swoistemu uczestniczeniu w tym absolutnym Jednym.

Co więcej można o Jednym powiedzieć?

Że istnieje. Tylko tyle i aż tyle, bo wg filozofa Jedno leży poza językiem i poza rozumem. Popatrzmy: jeżeli powiemy, że Jedno jest jakimś absolutnym dobrem, to z definicji dopuszczamy jakoś rozumiane zło. A jeżeli jest dobro i zło, to już mamy dwa byty (choć określać Jedno „bytem” to również jest błąd) a nie Jedno. Paradoksalnie, jest to kwestia tak abstrakcyjna, że można ją bardzo prosto streścić, jak to zrobił Bertrand Russell:

Jedno jest niedefiniowalne i jeżeli o nie chodzi to więcej jest prawdy w milczeniu niż jakichkolwiek słowach.

lub jak zrobię to ja:

Jest to coś tak zajebistego, że nie sposób to jakkolwiek wyrazić.

Cóż, autor tego bloga nie jest, jak pan Russell, brytyjskim arystokratą.

Skoro więc o Jednym nic nie można tak naprawdę powiedzieć, to jak powstała nasza jedna kartka papieru?

Otóż wyobraźmy sobie bank.

Na jego czele, gdzieś tam w Nowym Jorku czy innym Londynie siedzi sobie najwyższy prezes wywodzący się zapewne z rodu na „R” lub „G”. Podwładnym prezesa jest dyrektor ds. Europy Środkowej. Temu z kolei podlega Prezes oddziału w Polsce. Tu znowu mamy hierarchię: jakiś kolejny dyrektor, dyrektor regionalny, dyrektor poszczególnej placówki i na samym końcu jest młodszy specjalista ds. sprzedaży Sebastian udzielający kredytów mieszkaniowych na 20 lat, przyczyniając się tym samym do konsolidacji małżeństw bardziej niż jakiekolwiek przysięgi i zapewnienia o wzajemnej miłości.

W każdym razie, nasz Seba jest powiązany pewną swoistą nicią pośredników z władzą samego najwyższego prezesa. Gdy sam najwyższy prezes podejmie decyzję o tym, że np. bank zmienia nazwę i przechodzi totalny rebranding, to jej moc ma wpływ na wszystkie niższe szczeble. Co więcej, o ile prezes przedstawia, czy tam zatwierdza ten rebranding na bardzo ogólnym poziomie, to niższe szczeble, wpatrzone w tą decyzję realizują ją w coraz większych, a jednocześnie coraz mniej znaczących szczegółach. Na poziomie Sebastiana jest to wymiana wizytówek na nowe.

Podobnie kształtowała się hierarchia bytów u Plotyna

O ile Jedno można dosyć kulawo porównać do najwyższego prezesa, to na miejscu jakiegoś uber-ważnego-ale-nie-najważniejszego dyrektora możemy umieścić Umysł. Jak Jedno powołało Umysł? Przez emanację. Plotyn porównał to do Słońca, które świeci i jednocześnie samo nie gaśnie. Na potrzeby naszego banku emanacja byłaby odpowiednikiem pełnomocnictwa: Prezes wystawia dla dyrektora jakieś pełnomocnictwo, dzięki czemu dyrektor nabywa część jego uprawnień. Jednocześnie jednak, pełnomocnictwo to w żaden sposób nie ogranicza władzy prezesa.

Umysł jest więc bytem, który uczestniczy w mocy Jednego, jednocześnie w żaden sposób go nie ograniczając. O Umyśle możemy już jednak coś niecoś powiedzieć: jest on bowiem niedoskonały, gdyż myśli. Teoretycznie, powinien to być plus, ale nie dla Plotyna. Filozof uznał bowiem, że skoro ktoś myśli, to myśli o czymś. Mamy więc myślącego i byt pomyślany, czyli dwa. A jak wiemy, doskonałe jest tylko Jedno! W Umyśle znajdują się idee, tak jak rozumiał je Platon: doskonałe, niezmienne i wieczne wzorce tego, co my tu na Ziemi obserwujemy w materialnej rzeczywistości.

To jednak nie wszystko

W banku pierwszy po prezesie dyrektor słucha wytycznych prezesa i na tej podstawie wydaje bardziej szczegółowe polecenia swoim podwładnym. Dokładnie tak samo Umysł kontempluje Jedno i przekazuje jego moc do dołu: do Duszy. Dusza jest kolejnym poziomem (hipostazą), która jest jeszcze mniej doskonała od Umysłu. Ale Dusza ma pewną cechę, nad którą warto się pochylić.

Otóż bowiem Dusza składa się z „części”: duszy najwyższej, duszy świata i duszy poszczególnych ludzi. „Części” dałem w cudzysłów, bowiem zachodzi tu nietypowa relacja: dusz (pisanych małą literą) jest wiele i jednocześnie każda z tych dusz jest całą Duszą (pisaną dużą literą). Jest to dokładnie ten sam mechanizm, który zachodzi w chrześcijańskim dogmacie o Trójcy Świętej. Krótko mówiąc: jest jedna Dusza w wielu duszach.

Żeby to jeszcze bardziej rozjaśnić, wróćmy do banku.

Nasz dyrektor (Umysł) wpatrując się w wytyczne Prezesa (kontemplując Jedno) wydaje polecenia (emanuje) w kierunku podległego mu wydziału (Duszy) złożonego z wielu pracowników (dusz). Każdy pracownik (każda dusza) reprezentuje cały wydział (całą Duszę) jednak jest czymś od wydziału różnym.

Teraz historia znowu się powtarza

Wydział (czyli Dusza) wpatruje się w polecenia dyrektora (kontempluje Umysł) i wysyła pracowników (dusze) w teren – do znanego nam świata fizycznego, któremu nadają kształt. Według Plotyna, sama materia, pozbawiona dostarczanej za pośrednictwem Duszy mocy Jednego nie istnieje. Platon, jak pamiętamy, uważał że sama materia pozbawiona formy jak najbardziej istnieje i rządzi się swoimi, całkowicie przypadkowymi prawami. Właśnie te przypadkowe cechy materii wpływają na to, że świat fizyczny nie jest doskonały. Plotyn uważał inaczej: „goła” materia jest niebytem. Zerem. Dopiero udział, przekazanej przez pośredników (dusze) mocy Jednego czyni świat materialny czymś. W związku z tym zrodził się najsłynniejszy chyba wniosek Plotyna: zło jako takie nie istnieje. Zło jest po prostu brakiem dobra.

W związku z tym Plotyn, inaczej niż współcześni mu gnostycy podchodził do świata. Dla gnostyków był on zły. Dla Plotyna – dobry. Sęk w tym, że świat ponadzmysłowy był po prostu lepszy. Jak się do niego można było dostać? Po pierwsze – poprzez poznanie, które jednak nie polegało na pracy intelektualnej czy tym bardziej obserwacji zmysłowej rzeczywistości (jak u wcześniejszych filozofów), lecz wsłuchanie się w głos intuicji, który miał wzbudzić wspomnianą już ekstazę. Po drugie, poprzez etykę mającą jak najbardziej uwolnić człowieka od cielesnych dążeń. I na końcu, co moim zdaniem najciekawsze, poprzez sztukę.

Platon na artystów spoglądał jak taksówkarz na kierowców Ubera.

Mieli oni jeszcze bardziej fałszować rzeczywistość, gdyż kopiowali świat zmysłowy, sam będący przecież kopią doskonałego świata idei. W idealnym państwie Platona żadnych artystów miało nie być. Tymczasem Plotyn, wbrew swemu mistrzowi artystów traktował z olbrzymim szacunkiem. Uważał, że artysta nie kopiuje rzeczywistości zmysłowej, lecz idealną. A skoro ją kopiuje – to najpierw musi do niej dotrzeć.

Podobał się wpis? Polub mój blog na Facebooku 😉