Michael Oakeshott o postawie konserwatywnej

Choć konserwatyzm kojarzy nam się z konkretnymi wartościami takimi jak religia, naród czy rodzina, to wybitny konserwatywny myśliciel brytyjski, Michael Oakeshott uważał, że nie do końca o to w tym wszystkim chodzi.

Oakeshott swoją myśl polityczną ukształtował zaraz po II wojnie światowej

Dla konserwatystów w zachodniej Europie był to trudny czas. Europa była zdecydowanie bardziej lewicowa niż obecnie i nie było niczym dziwnym masowe nacjonalizowanie przedsiębiorstw, stosowanie kartek na wszelakie towary czy ustalenie cen urzędowych. Dosyć powiedzieć, że we Francuskiej Tuluzie znacjonalizowano nawet młyny będące prywatną spółką od czasów pełnego średniowiecza. Trzeba było wymyślić coś, co dowodziłoby, że rewolucja nie ma jednak sensu. Oakeshott podjął się tego zadania.

Filozof swój pogląd na politykę wywiódł z poglądów, jakie miał na podstawy ludzkiego poznania.

Po pierwsze, uważał, że nigdy nie zaczyna się ono od zera. Człowiek widząc cokolwiek, o czym pozornie nie ma zielonego pojęcia, musi jednak coś już wiedzieć i rozumieć, inaczej w ogóle danej rzeczy nie mógłby sobie uświadomić. Gdy widzę na horyzoncie jakiś kształt, to choć nie wiem co to jest, to wiem że musi być duże lub małe, jakie ma kolor i tak dalej. Rzeczy kompletnie nieznanej w ogóle nie można sobie pomyśleć, a człowiek cokolwiek poznając jest już na starcie w jakąś wiedzę wyposażony.

Po drugie, nigdy proces poznawania nie zostanie zakończony. Gdy czytamy jakąś książkę, a później do niej wracam, to zwracamy uwagę na coraz to nowe szczegóły. Gdy po przeczytaniu książki np. o filozofii doszkolę się z fizyki, to gdy znów czytam o filozofii „wyciągam z lektury” znacznie więcej, niż wyciągnąłem wcześniej.

I po trzecie wreszcie, każdą rzecz można poznawać na różne sposoby, zależne od siebie. Patrząc na ruiny jakiejś świątyni mogę skupić swój proces poznawczy na funkcjach sakralny, jakie pełniła i pójść w kierunku wierzeń, jakie w niej kultywowano. Mogę analizować jej budowę z punktu widzenia architekta. Albo potraktować, jak fizyk, jako ciało na które działają różne siły. Im bardziej zagłębię się w któryś z tych procesów badawczych, tym łatwiej zrozumiem inne – znajomość fizyki na przykład ułatwi mi zrozumienie, dlaczego architekt zaproponował takie, a nie inne rozwiązania.

Oakeshott ze swojej teorii poznania wyciągnął wnioski sceptyczne.

Podzielił wiedzę jaką możemy zdobyć na dwa rodzaje: wiedzę teoretyczną i wiedzę praktyczną. Wiedzę teoretyczną możemy porównać do przepisu w książce kucharskiej. Można sobie wyobrazić, że jakiś wybitny kucharz spisał punkt po punkcie jak zrobić jakąś skomplikowaną potrawę. Czy jednak pierwszy lepszy janusz gotowania na tej podstawie ugotuje coś, co ciężko odróżnić od dania, które wyszło spod ręki mistrza? Nie, gdyż, zdaniem filozofa, nawet najdokładniejszy przepis nie jest w stanie oddać wszystkiego, co mistrz nauczył się przez lata praktyki.

Dokładnie tak samo Oakeshott postrzegał politykę

Jego zdaniem, od XVI wieku w filozofii panuje zjawisko, które on nazwał „racjonalizmem”. „Racjonalizm polityczny” w jego rozumieniu to taki pogląd, że człowiek może, od zera, zaplanować jakiś ład społeczny czy ustrój polityczny, który będzie spełniał jakiś cel. Wprowadzenie powszechnej szczęśliwości, zapewnienie dobra narodu, osiągnięcie zbawienia w oczach jakiejś religii – nieistotne. W oczach „racjonalisty” państwo ma cel. Co z tego poglądu wynika? Jeżeli przyjrzymy się formalnym i nieformalnym zgromadzeniom ludzi nastawionym na cel, poczynając od spotkania dwójki kolegów w celu wspólnego grania w gry komputerowe po międzynarodowy ruch propagujący pingponga, to zauważymy, że cel jest stały, reguły zaś jemu służą.

Są jednak inne rodzaje stowarzyszeń.

Takim nieformalnym stowarzyszeniem jest np. stowarzyszenie osób używających danego języka. Użytkowników języka polskiego czy angielskiego nie łączy jakiś wyższy cel, któremu on służy, lecz reguły jakimi ten język się posługuje. Reguły, które nie zostały przez nikogo odgórnie zaprojektowane i które ciągle żyją, gdyż słowa w procesie praktyki ciągle zmieniają swoje znaczenie, pojawiają się różnego rodzaju neologizmy itd.

Państwo, zdaniem Oakeshotta jest takim właśnie stowarzyszeniem

Człowiek jest jakby wrzucony w to, co jest jakąś praktyką społeczną i nie jest w stanie zaprojektować czegoś całkowicie od niej oderwanego. Wielkie projekty zmian społecznych, jakie miałoby wprowadzać państwo po prostu nie przystają do rzeczywistości – niezależnie czy projektant ma poglądy lewicowe, liberalne czy konserwatywne (w potocznym tego słowa znaczeniu). Koncepcje głębokich reform czy wręcz rewolucji nigdy nie uwzględniają wszystkich skutków, a co więcej, popełniają poważny błąd wierząc, że gdzieś u kresu tych reform istnieje ostateczny, „dobry” system społeczny. Tymczasem to błąd – społeczeństwo nie ma jakiegoś ostatecznego kształtu tylko się zmienia – samo i powoli.

Rząd ma więc podążać za zmianami, jakie dokonują się w społeczeństwie i je uwzględniać, nie zaś być ich konstruktorem

Oakeshott nie negował, że zmiany zachodzą. Jednak inaczej jest zaakceptować zmianę, która jest płynna i stosunkowo powolna, jak na przykład dorastanie dziecka, a zupełnie inaczej taką, która zachodzi w sposób radykalny. Nie uważał też, że tak rozumiana postawa konserwatywna stoi w sprzeczności w wyznawaniu prywatnie liberalnych czy lewicowych poglądów. Filozof zręcznie wyszedł z pułapki, jaką sam na siebie by założył – jego poglądy nie były kolejną wielką „racjonalistyczną” ideologią, lecz zbiorem formalnych reguł, które dopiero czekają na materialne wypełnienie konkretami.

Bibliografia:
R. Skarzyński – Konserwatyzm. Zarys dziejów filozofii politycznej
M. Oakeshott – O postawie konserwatywnej
M. Oakeshott – Racjonalizm w polityce
M. Oakeshott – O poznaniu człowieka.

Jeżeli Ci się podobało:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *